Prywatna wojna
Konfliktu z Irakiem chcą przede wszystkim
korporacje
Opór Niemiec i Francji nie
wynika z altruizmu i pacyfizmu, ale z tego, że reżim iracki obiecał im intratne
kontrakty. Z obu stron gra o Irak nie jest czysta. Amerykanie też mają w tym swój
interes.
STANISLAW KLIMASZEWSKI 2003-03-20
Biały Dom szacuje, że wojna ta i pierwszy rok odbudowy
Iraku może pochłonąć 139 miliardów dolarów. Ale o tym, kto zostanie dopuszczony
do podziału łupów wojennych, będzie decydować Waszyngton. Departament stanu
tego kraju już opracowuje plany powojennej odbudowy Iraku. Powstała lista
korporacji, które zajmą się modernizacją szybów naftowych, przebudową systemu
finansowego i ożywieniem gospodarki. Dzielenie skóry na niedźwiedziu trwa.
Wyścig po kontrakty
Plan nosi nazwą "Przyszłość Iraku". - Przez
ostatnie 10 lat w kraju tym nie zbudowano nic - mówi 49-letni Rubar Sandi,
waszyngtoński ekonomista związany z planem. - Potrzeby są ogromne. Zniszczone
są wodociągi, telekomunikacja praktycznie nie istnieje. Poziom edukacji i
opieki zdrowotnej cofnął się do okresu sprzed wojny irańsko-irackiej.
Wall Street Journal donosi,
że zaledwie w ciągu 18 miesięcy trzeba będzie odbudować wiele mostów i 2,5
tysiąca kilometrów autostrad. W dwa miesiące odtworzyć przynajmniej 15 procent
linii wysokiego napięcia i 550 stacji energetycznych. Wybudować lotniska i
kilka tysięcy szkół.
Nawet jeśli żaden ze 1600 szybów naftowych nie zostanie
zniszczony podczas działań wojennych, to sama ich modernizacja będzie kosztować
4,4 miliarda dolarów. - Spłoną w ogniu - koszty podwoją się - przewiduje Sandi.
Będzie to największa budowa świata od czasu II wojny
światowej. Polem do popisu kapitału będzie również renegocjacja długu
irackiego, wynoszącego 23 miliardy dolarów oraz budowa mieszkań dla około
miliona osób, żyjących obecnie w obozach dla uchodźców. Same prace
przygotowawcze będą kosztować 900 milionów dolarów. Zdobywcy pierwszych
kontraktów znajdą się na tym rynku w uprzywilejowanej pozycji gospodarczej
przez wiele lat.
Dwa w jednym
Jak mocne jest powiązanie amerykańskich koncernów z
departamentem obrony USA? Czy związki te wpływają na parcie do wojny z Irakiem?
- Nikt na to pytanie wprost nie odpowie - uważa profesor Bogdan Grzeloński ze
Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. - Filozofia amerykańskiej polityki
gospodarczej generalnie polega na tym, że Biały Dom, niezależnie od tego, czy
mieszka w nim republikanin, czy demokrata, zabiega o rozwój produkcji i
ekspansję eksportu. Ta relacja jest ewidentna od zarania Stanów Zjednoczonych.
Są okresy wyraźnego współgrania interesów i bardziej zakamuflowane. Dba o to
każdy establishment polityczny. Obecnie Waszyngton troszczy się o swoje bezpieczeństwo,
ale też czuje się odpowiedzialny za misję niesienia tzw. wolnego świata
opartego na zasadach demokratycznych. Aktualne pytanie brzmi: jak daleko może
sięgać ze swoją potęgą. I tu drogi politologów się rozchodzą.
Przeciwnikiem poczynań ekipy Busha stał się nawet dotychczasowy jastrząb
Zbigniew Brzeziński.
Za tą misją i potęgą idą
kontrakty gospodarcze. Według doniesień medialnych, na liście
przedsiębiorstw zaproszonych do ekspansji w powojennym Iraku znalazło się pięć
amerykańskich korporacji. Wszystkie mocno podłączone do amerykańskiego
przemysłu naftowego, z którego wywodzą się także prezydent George W. Bush i
jego zastępca Dick Cheney.
Pięciu wybranych
Na pierwszym miejscu tego wykazu znajduje się
korporacja Halliburton i działająca w jej ramach Kellogg Brown&Root. Firma
ze znakomitą reputacją w przemyśle naftowym, jako dostawca usług i urządzeń.
Przez pięć lat, od 1995 do 2000 roku, jej szefem był obecny wiceprezydent. W
tym czasie koncern podwoił swoje obroty do 2,3 miliarda dolarów, ale zwiększył
też do 1,2 miliona dolarów dotacje na kampanie prezydenckie, zwłaszcza
kandydatów republikańskich. Przewiduje się, że koncern zajmie się wskrzeszaniem
irackich pól naftowych.
Kellogg Brown&Root
budowało porty, drogi, mosty i bazy wojskowe już podczas wojny w Wietnamie. W
czasie wojny w Bośni, a później w Kosowie, firma otrzymała dwumiliardowy
kontrakt na utrzymanie baz amerykańskich wojsk. W ostatnim czasie wygrała
kolejny, 10-letni kontrakt Pentagonu, na obsługę baz wojskowych na całym świecie,
a także na obsługę operacji powietrznych. Wybudowała też, za 33 miliony
dolarów, obóz w Guantanamo, gdzie są przetrzymywani członkowie al-Kaidy.
Rzeczniczka Halliburton powiedziała: - Mamy kontrakty
rządowe od lat 40. ubiegłego wieku. Od tego czasu Kellogg Brown&Root jest
pierwszym dostarczycielem usług i zaopatrzenia dla wielu rodzajów wojsk.
Drugą na liście jest Bechtel, firma inżynierska
powiązana z przemysłem naftowym, programami kosmicznymi, przemysłem
zbrojeniowym i nuklearnym.
Trzecia, Fluor Corporation,
która realizuje wiele umów amerykańskiego i meksykańskiego przemysłu naftowego.
Jest jednym z przedsiębiorstw zaangażowanych w wydobycie ropy w Zatoce
Meksykańskiej. Zawarła 12-letni kontrakt na 16 miliardów dolarów. Jej
partnerami handlowymi są także Batchel i Halliburton. Zarzuca się jej, że w
przeszłości "wspomagała i podjudzała" apartheid w Republice
Południowej Afryki.
Louis Berger Group również ma układy z amerykańskim
przemysłem energetycznym. W czasie wojny wietnamskiej prowadziła bazę lotnictwa
U-Tapo w Tajlandii. Grupa ma powiązania ekonomiczne z Bliskim Wschodem.
Pomagała budować bazę wojskową Ovda w Izraelu. Obecnie buduje w Afganistanie
autostradę Kabul-Kandahar-Herat. Także szkoły, szpitale i oczyszczalnie
ścieków.
Parsons Corp. jest również blisko związana z
przemysłem naftowym i zbrojeniowym. Jest nazywana "światowym liderem w
budowie urządzeń inżynierskich, dostawcą części i maszyn do konstrukcji
przemysłu naftowego i gazowego oraz budowy lotnisk". Realizuje kontrakty na
Bliskim Wschodzie i w krajach azjatyckich.
Śpiewać każdy może
Rzeczniczka amerykańskiej agencji rozwoju
międzynarodowego USAID oświadczyła: - Ze względu na niezwykłe okoliczności i
unikalny charakter prac zdecydowaliśmy się na uproszczony sposób wyboru
kontrahentów, którzy gwarantują nam właściwe wykonanie zadań.
Dodała przy tym, że ponieważ prace te są finansowane
przez amerykańskiego podatnika, więc jest oczywiste, że są to firmy
amerykańskie. Inne, nie amerykańskie przedsiębiorstwa mogą w porozumieniu ze
swoimi rządami organizować własny biznes.
Do skoku szykują się też brytyjskie giganty naftowe BP
i Shell. Według BBC, oba koncerny są zainteresowane aktywnością na irackich
polach naftowych. - Shell, podobnie jak inne naftowe przedsiębiorstwa, jest
zainteresowany komercyjną aktywnością w krajach Bliskiego Wschodu - oświadczyła
rzeczniczka tej firmy. Przedstawiciele obu firm rozmawiali o tym na Downing
Street. - Pytano nas o nasz punkt widzenia w tych sprawach - stwierdziła
rzeczniczka BP.
Analitycy piszą, że o ile
Plan Marshalla był głównie sprawą rządów, to odbudowa Iraku zostanie powierzona
sektorowi prywatnemu, w takim stopniu, jak tylko to będzie możliwe.
Spiskowa teoria
Dr Michał Leśniewski z Instytutu Historycznego
Uniwersytetu Warszawskiego mówi, że oskarżanie koncernów o wywoływanie wojen
brzmi trochę jak spiskowa teoria dziejów.
- Powracają one od czasu pojawienia się
rozwiniętego kapitalizmu, co najmniej od pierwszej wojny światowej. Ale tego do
końca nikt nie udowodnił - dodaje. - Choć w Stanach Zjednoczonych prowadzono w
tej sprawie oficjalne śledztwa. Zawsze natomiast jest aktualne pytanie, kto
jest czyim sługą? Ekonomia polityki, czy polityka ekonomii? Zapewne oba casusy
bywają prawdziwe, w zależności od sytuacji. Nie można łatwo stawiać np.
hipotezy, że jeśli tam jest ropa, to ona w tym konflikcie jest najważniejsza.
Choć na pewno jest istotna.
- W demokratycznych państwach
kapitalistycznych, i nie tylko, przedsiębiorstwa korzystają z wojen, ale to
jeszcze nie znaczy, że są ich inicjatorami - kontynuuje doktor Leśniewski.
- One po prostu korzystają z
nadarzającej się okazji. Jest to wprawdzie moralnie wątpliwe, ale stąd jeszcze
bardzo daleko do udowodnienia, że inicjują wojny. Idąc bowiem tą logiką
należałoby stwierdzić, że szwedzki przemysł stalowy stał za wywołaniem II wojny
światowej. Jedynym państwem, w którym mamy bez wątpienia potwierdzony wpływ
lobby wojskowo-zbrojeniowego na działania polityczne i wojny, był Związek
Radziecki.
- Tak samo opór Niemiec i Francji nie wynika z altruizmu i pacyfizmu, ale tylko
z tego, że iracki reżim obiecał im intratne kontrakty - uważa dr Leśniewski. -
Z obu stron gra nie jest czysta. Obie szermują szlachetnymi hasłami, za którymi
kryje się coś zupełnie innego. Osobiście bardziej jestem skłonny wierzyć
Amerykanom niż Niemcom i Francuzom, że poza pieniędzmi chodzi im także o pewne
zasady. Niemcy nie udowodnili w ostatnich stu latach, że są przywiązani do
pryncypiów. Francuzi też mają różne rzeczy na sumieniu. Amerykanie oczywiście
też, ale z tych trzech krajów akurat najmniej. Francuzi twierdzą nawet, że
Amerykanie obiecali Polsce ileś kontraktów w Iraku. Czy to prawda? W całej
debacie oskarżeń jest dużo propagandy.
Prywatne wojny
Trzeba jednak zadać pytanie wcześniejsze: czy to źle,
że za działaniami departamentów obrony stoją prywatne przedsiębiorstwa?
Profesor Grzeloński mówi, że liczenie kosztów wszystkiego przez ekonomistów
dotarło także do armii. - Czy opłaca się, by państwo miało w swoich rękach
cokolwiek? Czy ma być to armia narodowa, czy skompletowany zespół, na zasadzie
dobrej drużyny piłkarskiej, grającej pod określoną flagą i hymnem? - pyta
profesor.
- Czy potrzebujemy tylu pilotów, marines itp. Ale też czy ludzie
sprywatyzowanych armii będą się jeszcze utożsamiać z narodem, państwem i jego
ideologią. Obie tendencje mają swoich zwolenników.
Czy prywatni przedsiębiorcy
powinni ograniczyć się tylko do dostarczania armii papieru toaletowego?
Brytyjskie ministerstwo obrony opracowuje pierwszy na świecie program
prywatyzacji armii, private finance initiatives - PFI. Jego przedstawiciele
mówią nawet, że obecny konflikt iracki może stać się ostatnią wojną publiczną.
Następne już będą wojnami prywatnymi. Na polu walki pojawią się czołgi z
dyskretnie błyskającym logo przedsiębiorstwa, firmowe uniformy itp.-
Ministerstwo obrony jest w tym roku szczególnie zajęte przygotowaniem PFI -
powiedział rzecznik tego resortu w Londynie.
Jeden z jego anonimowych przedstawicieli wyznał
brytyjskiej gazecie: - Nie ma stref zakazanych. Kluczową sprawą jest jakość
dostarczanych usług i sprzętu.
Przewiduje się oszczędności
od 5 do 40 procent. Już podpisano pierwsze kontrakty: pewny strumień gotówki
dla koncernu przez 15-30 lat! Fasttrax należący do opisanego Kellogg Brown and
Root zawarło umowę gospodarczą na pół miliarda dolarów. Zobowiązało się
wypożyczać przez 20 lat na każde zawołanie armii 92 transportery ciężkiego
sprzętu (Heavy Equipment Transporter - HET), które mogą przewozić ważące 72
tony czołgi Challenger, zarówno w warunkach arktycznych jak i pustynnych. W
czasie, gdy ojczyzna nie będzie potrzebowała HET-u, mogą być one wypożyczane
innym kontrahentom, za dodatkowe wynagrodzenie. Transportery wybudują
amerykańskie i brytyjskie przedsiębiorstwa (Oshkosh i King Trailers z
Leicestershire). Będzie je obsługiwać 80 pracowników, przeważnie emerytowanych
wojskowych. W wojskowej dzierżawie znajdą się już w drugiej połowie tego roku.
Ministerstwo opracowuje 50 innych projektów na
miliardowe sumy, m.in. ćwiczenie pilotów helikopterów, uzupełnianie paliwa
RAF-u air-to-air (za kilkanaście miliardów dolarów), itp. Nastąpić ma także
boom w kontraktach brytyjskiego ministerstwa obrony. Firmy Rolls Royce i Vosper
Thorneycroft utworzyły nawet w swoich przedsiębiorstwach specjalne jednostki
przygotowujące oferty dla wojska. Wojna staje się przemysłem, a jest to, tak
twierdzą komentatorzy, największe trzęsienie ziemi w armii od stu lat.
Nowoczesność czy feudalizm
Doktor Leśniewski mówi, że w dziejach nowożytnych
wojny z reguły podlegały kontroli państwa. Od czasu średniowiecza wojny
prywatne były w coraz większym stopniu ograniczane. Wybuchały tylko tam, gdzie
państwo było niezdolne od kontrolowania swoich obywateli lub poddanych.
Wyjątkiem były XVII-wieczne kompanie handlowe, które miały statut quasi
państwowy i otrzymywały przywilej prowadzenia wojen lub działań o charakterze
wojennym na terenach kolonialnych.
- Ostatnim znanym mi przykładem wojny o charakterze prywatnym był podbój
dzisiejszego Zimbabwe przez Cecila Rhodesa w latach 90. dziewiętnastego wieku -
mówi dr Leśniewski.
Kulisy nr 12/2003
