kobieta z flagą

logo
Koedukacyjna
Unia
Rewolucyjno
Wyzwoleńczo
Anarchistyczna

Rozmiar: 4526 bajtów Coś w rodzaju manifestu grupy KURWA
Rozmiar: 4526 bajtów Anarchiści za wolnością seksualnej ekspresji
Rozmiar: 4526 bajtów Miłe hasełka do recytowania przed lustrem
Rozmiar: 4526 bajtów Wolnościowy wymiar "teorii pedalskiej" 1
Rozmiar: 4526 bajtów Leo Vidal, "Anarchizm, feminizm i transformacja tego, co prywatne." 2
Rozmiar: 4526 bajtów Od odrzucenia krytyki prostytucji do krytyki społecznej
Rozmiar: 4526 bajtów Carol Ehrlich, Socjalizm, anarchizm i feminizm

Strona główna   Anarchofeminizm   O nas   Queer

Życie codzienne    Zdrowie kobiet   Krytyka kultury/seksualność
Linki   Kontakt    Wydarzenia   Infoszop
Rozmiar: 4526 bajtówCoś w rodzaju manifestu grupy KURWA

Spektakularne społeczeństwo, w jakim żyjemy, zapewnia kobietom, podobnie jak mężczyznom podobny ucisk związany z niesprawiedliwą dystrybucją dóbr, zalegalizowanym wyzyskiem grup mniej uprzywilejowanych przez dominującą elitę, ograniczeniem praw politycznych jednostek przez nie dla wszystkich dostępną, quasi demokratyczną formę rządów oraz popularyzacją i wspieraniem fałszywego światopoglądu sankcjonującego zastaną rzeczywistość jako najlepsze rozwiązanie problemów społeczno-politycznych. Opisany powyżej obraz rzeczywistości społecznej należy wzbogacić o swego rodzaju "suplement niesprawiedliwości" dotykający przede wszystkim kobiety. Jako jego główne elementy należy wskazać popularyzację obrazu kobiet jako przedstawicielek płci słabszej i niesamodzielnej, podział ról na kobiece i męskie, w ramach którego gorzej oceniane i w nikłym stopniu gratyfikowane funkcje przypadają kobietom, poważne ograniczenia stawiane kobietom w zakresie ich dysponowania własnymi ciałami oraz dokonywania indywidualnych wyborów moralnych, oficjalne uznanie stosowania przemocy wobec kobiet za niekaralne.

Uważamy, iż emancypacja kobiet związana jest w mocny sposób z emancypacją wszystkich przedstawicieli społeczeństwa. Zauważamy jednak, iż interesy kobiet są rzadko artykułowane i często odmienne od potrzeb i dążeń innych grup. W związku z powyższym zdecydowaliśmy się na założenie grupy, która przy pełnej świadomości zniewolenia wszystkich uczestników istniejących społeczeństw zamierza skoncentrować się na krytyce i znoszeniu wyzysku kobiet oraz na krytyce społeczeństwa i państwa, które ten ucisk podtrzymują. Będziemy wytrwale dręczyć instytucje i przedstawicieli kościoła katolickiego jako najbardziej uporczywych protagonistów patriarchatu. Współczesne nam społeczeństwo jest skrępowane więzami zgniłej moralności, którą w dążeniu do życia w pełnej wolności należy odrzucić z całym bogactwem inwentarza. Jej przejawami są między innymi prostytucja i pornografia w ich aktualnej formie. Zgadzamy się co do fundamentalnego znaczenia prawa do wyboru zawodu czy ulubionej formy przyjemności i nie życzymy sobie, by państwo to prawo podważało, nie akceptujemy jednak dyskryminacji, z jaką spotykają się w Polsce prostytutki oraz brzydoty i opresyjności wydawnictw porno. Twierdzimy poza tym, iż między płcią biologiczną a kulturowo albo społecznie określoną rolą płciową nie istnieje żaden związek konieczny. Zamierzamy zatem poddać fundamentalnej krytyce wszelkie przejawy dogmatyzmu związanego z podziałem na role płciowe. Uważamy, że każda jednostka ma prawo rozwijać się zgodnie z samodzielnie wybranymi rolami, nie powinny one być nikomu narzucane.

W związku z krytycznym podejściem do legalnych i zhierarchizowanych form organizacji decydujemy się przyjąć formułę organizacji niezależnej zrzeszającej jednostki i grupy posiadające poglądy zgodne z wyżej przedstawionymi i chcące prowadzić zgodną z nimi działalność.Uważamy, że istnieje wiele sposobów wyrażania poglądów oraz równie dużo sposobów dążenia do ich realizacji. W związku z powyższym nie zamierzamy ograniczać się do jednej formy działania, choć mamy kilka ulubionych, wśród których wymienić należy : demonstracje, happeningi, pikiety, organizowanie spotkań, konferencji, dyskusji, wykładów, wystaw, koncertów i innych. Pomimo, iż postaramy się uniknąć legalizacji naszych działań, mogą się zdarzyć sytuacje, w których będzie to niezbędne. Z góry przepraszamy. Nie planujemy wyrażać poparcia dla inicjatyw jawnie prorządowych, do których należy uznanie parytetów sejmowych. Wydaje się nam, iż istnieją bardziej naglące problemy. W naszych działaniach zamierzamy zawrzeć zręczną krytykę różnorodnych "ćwierć-feminizmów" polegających w dużej mierze na rezygnacji z tego, co dla kobiet najważniejsze. Zamierzamy współpracować z innymi, legalnymi i, przede wszystkim, nielegalnymi organizacjami i grupami osób. Nie jesteśmy żeńskimi ani męskimi szowinistami, więc stanowimy grupę od początku koedukacyjną.

Powrót

Rozmiar: 4526 bajtówANARCHIŚCI ZA WOLNOŚCIA SEKSUALNEJ EKSPRESJI
przeciwko homofobii, seksofobii i stereotypom płciowym.

Jako anarchiści, uważamy że wszyscy ludzie na świecie zasługują w równym stopniu na szacunek i takie same możliwości swobodnego rozwoju własnej osobowości, odkrywania siebie i poszukiwania szczęścia. Jak zagwarantować prawa homoseksualistów do godnego życia w kulturach które degradują ich na co dzień? Walka o uniwersalne poszanowanie ludzkiej godności to nie tylko walka zmierzającą do urzeczywistnienia naszych wizji społeczeństwa w którym warto byłoby żyć. To także walka przeciwko ideologii (oficjalnej lub nieoficjalnej) która odbiera ludziom godność, niezależnie czy to rasizm, homofobia, czy seksizm.

Dlaczego społęczeństwo w którym żyjemy nienawidzi czy obawia się homoseksualistów i transseksualistów, dlaczego wciąż uczy się strachu przed aktywnością płciową i dlaczego wciąż wtłacza się ludzi w sztywne role płciowe uznawane za jedyne możliwe do zaakceptowania? Nie miejsce tu by szczegółowo opisywać całą historię homoseksualizmu w ludzkiej kulturze, warto jednak przypomnieć, że strach jaki wzbudza nie jest nieodłącznym składnikiem ludzkiej kultury. W wielu kulturach homoseksualizm jest traktowany jak coś zwykłego. W niektórych z nich istnieje "trzecia płeć", są wreszcie kultury w których zaspokajanie potrzeb seksualnych jest równie naturalne jak zaspokajanie głodu. Nawet w obrębie samej kultury zachodniej, traktowanie seksualizmu ulegało zmianom w różnych epokach. Inny był system wartości i homoseksualizm nie był traktowany z pogradą, jak dzisiaj. Wiele uprzedzeń miało swoje źródło w kościele i innych instytucjach władzy. Do dziś, wiele kościołów nadal szermuje wątłymi ideowo usprawiedliwieniami homofobii, seksofobii i postaw anty-kobiecych. Seks przedstawiany jest jako perwersja a nie jako przejaw zdrowia.

Ignorancja rodzi strach, nietolerancję i nienawiść nie pozostawiając miejsca dla akceptacji. Jesteśmy przeciw ignoranckiej doktrynie kościołów, przeciwko wszystkim instytucjom politycznym, które podtrzymują strach i nienawiść w imię wątpliwych "wartości".

Staramy się stworzyć środowisko w którym ignorancja, strach i nienawiść starego porządku rozsypie się w proch. Należy zdekonstruować tabu ograniczające seksualność, tak by młodzi ludzie mogli wyrażać swoje naturalne potrzeby bez moralnego poczucia winy. Chcemy by mieli dostęp do informacji o seksie, umieli zapobiec chorobom i niechcianym ciążom i by uczono ich samodzielnego i odpowiedzialnego decydowania o własnym życiu seksualnym. Seks homoseksualny nie jest sprzeczny z naturą. Pragniemy, by ludzie pozbyli się strachu i mogli żyć w swobodnych związkach nie narażając się na represje. Nie chcemy by ktokolwiek musiał już czuć się zmuszony do odgrywania określonych ról płciowych ze względu na swoją anatomię. Społeczeństwo nie powinno już nigdy być opresyjne wobec osób przekraczających linie podziału ról płciowych. Zapraszamy wszystkich do frontalnego ataku na nierozumne fobie wciąż rozpowszechnione w społeczeństwie.

Laure

Powrót

Rozmiar: 4526 bajtówMIŁE HASEŁKA DO RECYTOWANIA PRZED LUSTREM....

  • W ramach przemysłu kulturalnego seks to kłamstwo.
  • Emancypacja? Zrobimy to same!
  • Pani też może pożądać.
  • Szanowne panie! serdecznie zapraszamy do walki z patriarchatem!.
  • Wsadź sobie te kwiatki w dupę. Chcemy równości.
  • Zabij w sobie zakonnicę.
  • Nie czekaj na rynek, emancypuj się sama!
  • Seksizm? Nie, dziękuję!
  • Odwaga kobiet - koniec patriarchatu!
  • Nie wiesz, czym jest emancypacja? Nikt nie zrobi tego za ciebie!
  • Chodźcie, dziewczynki, patriarchat dogorywa.
  • Patriarchat, rasizm, kapitalizm? Znam lepsze sposoby, żeby się zabawić!
  • Bezczynność wpisuje cię w świat dominacji.
  • Małżeństwo ukrywa struktury dominacji.
  • Uderz w patriarchat! Walcz o swoje prawa!
  • Ciało jest twoje, a nie dewotek!
  • Niech pani walczy, patriarchat już pada!
  • Bądź wola twoja, a nie dewotek.
  • Rozkosz nie pochodzi z lektury czasopism.
  • Najpiękniej wygląda wiosna w świetle płonących ustaw antyaborcyjnych.
  • Rozkosz jest dozowana.
  • Państwo jest dla kobiet więzieniem.
  • Rób to dla siebie, nie dla mężczyzny!
  • 2000 lat seksizmu i ani dnia dłużej!
  • Zrzuć struktury patriarchatu!
  • Nie czytaj gazet, wyjdź na ulice.
  • Emancypuj się sama!
  • Emancypuj, świat się zmienia!
  • Kupując kobieta nie staje się wolna!
  • Nowoczesna kobieta walczy o swoje prawa.
  • Domowe ognisko cuchnie zniewoleniem!
  • Policja pomaga zatuszować gwałt!
  • Patriarchat jest nudny!
  • Poetyka rynku sięga po kobiety!
  • Panegiryk wydepilowanej młodości to kiepska namiastka prawdziwego szczęścia.
  • Silne kobiety - lepszy świat.
  • Bezczynność alienuje.
  • Szukasz wolności? Rób rewolucję !
  • Alienacja jest jak za ciasna sukienka!
  • Seksizm to współczesna forma barbarzyństwa.
  • Patriarchat skończy się wtedy, gdy ostatni seksista zawiśnie na flakach ostatniego posła!
  • Mamy swoje kobiece sposoby na zdobycie równości!
  • Nowoczesna kobieta wie, jak walczyć z seksizmem!
  • Anarchistki wam pokażą, co to znaczy równość!
  • Seksiści wystarczająco długo tworzyli świat. Czas to zmienić!
  • Seksista to dziwka. Kobieta to kobieta!
  • Ani Boga, ani pana, ani męża!
  • Feministki, wystarczająco długo interpretowałyśmy świat! Czas go zmienić!
  • Walka z seksizmem to nasz obywatelski obowiązek.

Powrót

Rozmiar: 4526 bajtówWOLNOŚCIOWY WYMIAR "TEORII PEDALSKIEJ" 3

OGÓLNIKI

Czy krytyka sztywnego podziału płciowego może w ogóle interesować anarchistkę?

Na pozór nie wydaje się to sprawą istotną, płci jakie były, takie są, takimi je stworzyła natura, albo, co gorsza, Bóg, toteż nie należy się im przyglądać długo i podejrzliwie, lecz czym prędzej przejść do walki z systemem. Pojawia się tu jednak dość trudne, choć krótkie pytanie: gdzie zaczyna się system?

Możemy spokojnie twierdzić, iż tam, gdzie widzimy pałkę policjanta, bądź też tam, gdzie ustawa nakazuje nam grzecznie zgasić jointa i akceptować obecność policyjnych kamer na ulicach. Możemy też przyjęć, iż powyższe elementy stanowią raczej coś w rodzaju symptomów, nie zaś istotę systemu. W takiej sytuacji lokujemy przywiązanie do norm i podziałów odrobinę głębiej, na poziomie jednostkowych wyborów i prywatności właśnie.

Takie ujęcie problemu podziału płciowego budzi wiele kontrowersji. Anarchiści często odwołują się do natury, której wpływ miałby rzekomo uzasadniać i warunkować zarazem obecność podziału na kobiety i mężczyzn w ramach homo sapiens. Podobnie dzieje się w przypadku gejów, lesbijek i innych nie- heteroseksualistów. Odwołanie do natury pozwala stwierdzić nienormalność takich osób i odebranie im przynajmniej części uprawnień.

Podtrzymywanie takiego stanowiska wydaje się czymś "naturalnym" u konserwatysty, albo przynajmniej u "porządnego Polaka", natomiast w sytuacji, gdy prezentuje je anarchista, sprawa staje się bardziej skomplikowana. Argumentacje "z natury" były zawsze najpopularniejszym sposobem uzasadniania władzy, niesprawiedliwości i nierówności. Teoretycy, do których dziś chętnie odwołują się konserwatyści, konstruowali niegdyś złożone wywody "porządnie" dowodzące, w jaki sposób ludzie na podobieństwo natury walczą ze sobą, rodzą się bierni bądź aktywni, rozumni lub nie. W ich utworach wyczytać możemy karkołomne nieraz konstrukcje każące nam wierzyć, iż jedni rodzą się równi, inni zaś równiejsi, wobec czego motłoch winien być podporządkowany elicie. Tak, jak w rodzie zwierząt lew zdaje się królować, podobnie jedynie dzieci z królewskiego czy przynajmniej arystokratycznego rodu mają prawo decydować o celu i przebiegu życia znaczącej większości. Tylko ci - dowodzi Arystoteles - którzy są wolni od troski o utrzymanie, są w stanie wyrokować o funkcjonowaniu społeczeństwa. Podobnie, jak naturalny porządek boski nakazuje w silnie zhierarchizowanym królestwie bożym rządzić jednemu Władcy, tak społeczeństwo winno się poddać królowi, powtarzają uznani za świętych Augustyn i Tomasz. Ludzie rodzą się z natury niebezpieczni dla innych i napastliwi, gdyż przede wszystkim boją się śmierci - głosi Hobbes. I tak dalej.

Ten krótki przegląd pomysłów na teoretyczne ujęcie natury ludzkiej można by oczywiście ciągnąć w nieskończoność. To, co wydaje mi się jednak interesujące w przeglądzie tych historycznych już stanowisk wiąże się z możliwością zestawienia ich z używanymi po dziś dzień wywodami o niższości kobiet od mężczyzn lub o nienormalności gejów i lesbijek. Otóż także wspomniani wcześniej filozofowie stworzyli dogmatyczne dyskursy dowodzące "naturalności" i "normalności" związków heteroseksualnych, w których kobieta jest bezwzględnie poddana mężczyźnie ze względu na swą intelektualną i fizyczną ułomność. Kobieta winna grzecznie rodzić dzieci i wychowywać je, wspierać małżonka i dbać o niego, podczas gdy on będzie podbijał świat i inne kobiety. Otóż co do boskiego charakteru władzy nikt nie ma już żadnych złudzeń. Natomiast nadal uporczywie podtrzymuje się przy życiu dyskursy dyskryminujące wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób dystansują się do normy heteroseksualnej, czyli: mężczyzn nie będących macho , kobiety dążące do wyzwolenia oraz przedstawicieli wszystkich tzw. mniejszości seksualnych.

Ten przydługi wstęp tylko z pozoru jest kompletnie niepotrzebny. Aby wykazać ścisłe związki "teorii pedalskiej" z anarchizmem należy bowiem postrzegać ten ostatni jako skierowany przeciwko dogmatom społecznym i obyczajowym. Oprócz tego należy znać podstawowe konotacje pojęcia "natura", gdyż to z nim właśnie walczy "teoria pedalska".

Queer theory (teoria pedalska), a następnie Queer Nation (organizacja zrzeszająca osoby kontestujące sztywny podział płciowy i domagające się równych praw dla hetero i nie - heteroseksualistów) powstały w Stanach Zjednoczonych na początku lat osiemdziesiątych. To pierwsze jest opartą na post-strukturalizmie teorią, w ramach której krytykuje się psychoanalityczne uzasadnienie podziału na płci, przyjmuje koncepcje definiujące podmiot procesualnie albo w ogóle z tego pojęcia rezygnujące oraz wskazuje na kluczowe znaczenie kulturowego konstruowania norm społecznych. Wspomniana wcześniej "walka z pojęciem natury" polega przede wszystkim na demaskowaniu jako nieuzasadnionych tych koncepcji czy przesądów, które bazują na jakiejś niemożliwej do uzasadnienia metafizyce, która miałaby zagwarantować konieczność sztywnego podziału kobieta - mężczyzna (lub też po prostu hetero - "pedały") przez wykazanie, iż wynika on z biegu rzeczy, natury świata czy porządku przyrody. Otóż, jak wskazują teoretycy "pedalscy", każda tożsamość, w tym tożsamość płciowa, jest efektem złożonych procesów kulturowych, wyborów indywidualnych oraz biologii zarazem. Skoro tak, to znaczy skoro jesteśmy wpisani w kilka porządków naraz, należałoby może zapytać, dlaczego w przypadku naszej umiejętności pisania czy też wyboru opcji politycznej za dominujący czynnik wybieramy kulturę, zaś co do płci uparcie stwierdzamy, iż to nasze geny czy hormony determinują nasze bycie kobietą czy mężczyzną. Sprawa nie wydaje się wcale prosta, wystarczy zastanowić się, dlaczego nawet wewnątrz grupy tak zwanych kobiet mamy takie różnice, to znaczy dlaczego niektóre z nich są łagodne, inne straszliwie brutalne, dlaczego jedne kochają mężczyzn, inne kobiety, a jeszcze inne i kobiety i mężczyzn, a zdarzają się i takie, które nikogo nie kochają, bo kochają Boga i to im wystarcza.

Dlaczego nie mielibyśmy zatem uznać, iż płciowy aspekt naszej osobowości jest również zdeterminowany kulturowo, zaś wpływ biologii na nasze w tym zakresie postępowanie jest minimalny lub wręcz żaden? Wydaje mi się, iż problem ten można porównać z sytuacją czegoś, co można by w skrócie nazwać "opcją anarchistyczną". Dlaczego tak niewiele osób zadaje pytanie o sens i konieczność istnienia państwa? Dlaczego tak rzadko próbuje się rozważać istnienie takiego porządku społecznego, w którym ludzie funkcjonują poza odgórnie narzuconym porządkiem samodzielnie podejmując wszystkie istotne dla ogółu decyzje? W większości przypadków przyczyna takiego braku wątpliwości tkwi w nałogowym przyzwyczajeniu do wyzysku i czułej opieki policji. Podobnie z płcią. Makijaż wykonać tym łatwiej, im częściej się go robiło i im więcej się na jego temat widziało i uczyło. Mężczyźni są przeważnie silniejsi od kobiet, bo to oni są przyzwyczajani do "walki o swoje", a nie kobiety. One są opiekuńcze, dlatego, że takie były ich matki, babcie i ciocie, a nie dlatego, że jakaś nie znana bliżej nikomu natura wyposażyła je w wyjątkowe geny. Problem emancypacji kobiet i grup nie heteroseksualnych jest dla porządku państwowego kłopotliwy, gdyż zaburza konieczną dla jego utrzymania skalę wartości. Jeżeli pracownik nie będzie miał rodziny, czyli miejsca, gdzie po pracy zregeneruje swoje siły, przedłuży ród i przygotuje się na dalszą eksploatację, nie będzie już pracował wydajnie. Jeżeli mężczyźnie odbierzemy jego "słabszą połowę", nie będzie już miał tego gorszego od siebie osobnika, wobec którego może na co dzień prezentować swoją wyższość. Jeżeli kobiety przeleją swoje "instynkty" opiekuńcze na to, co nie jest ich dzieckiem, zażądają z pewnością złagodzenia przepisów i norm umożliwiających opresję. Jeżeli ludzie zaczną swobodnie eksplorować swoją seksualność, nie będą już w stanie wierzyć w poniżające ideologie religijne sankcjonujące ucisk i poddaństwo ludzi przez zhierarchizowaną władzę. Jeżeli wyzwolimy kobiety i pedałów, będziemy musieli zrezygnować z własnego prestiżu heteroseksualistów, nie będziemy mogli twierdzić o sobie : ja, ten, który ma monopol na rozumność, porządek i władzę. Równość będzie większa i coraz trudniej będzie uzasadniać faktycznie istniejącą przewagę finansową i polityczną wąskiej aktualnie elity.

"Teoria pedalska" podważa dotychczasowe podziały wskazując na istnienie takich osób, których nie da się podporządkować sztywnej alternatywie : kobieta lub mężczyzna. Nie możemy uznać lesbijki za kobietę, jeżeli tę ostatnią definiujemy jako "osobę kochającą mężczyzn i tylko mężczyzn".

Rozumowanie jest proste : jeżeli jakiś naturalny przymus każe nam wybierać kobiety, skoro jesteśmy mężczyznami, to skąd biorą się osoby kochające "inaczej" ? Jeżeli dodatkowo zwrócimy uwagę na to, jak wiele zwyczajów, norm, nakazów i dyskursów "przyzwyczaja nas" do czucia się jak kobieta bądź jak mężczyzna i wiary w to, że się faktycznie nią/ nim jest, sprawa staje się prostsza. Trudno mówić o naturze, gdy niezliczona ilość społecznych i państwowych instytucji uparcie przekonuje nas do bycia tym lub owym.

Podobnie wygląda strategia obrony konieczności istnienia państwa jako koniecznego warunku funkcjonowania jednostek. Gdy opisze się jednostki jako z natury zhierarchizowane oraz wojownicze, łatwo jest przyjąć, że potrzebują "stróża". Co dzieje się jednak, gdy uznamy, że ludzie potrafią się zorganizować bez ustalanych odgórnie norm i zakazów? Jak widać, wszystko zależy od przyjętego paradygmatu. Jest jakąś historycznie uwarunkowaną prawidłowością, że ludzie powoli rezygnują z prób naturalistycznego uzasadniania istniejącego porządku. Dlaczego w przypadku państwa trwało to krócej, niż w przypadku płci, nie wiem, jednak nie przeszkadza mi to snuć nadziei na wolnościowe społeczeństwo, w którym wolność i równość nie będą jedynie pustym zapisem w konstytucji. Jeżeli jesteśmy w stanie krytykować "porządnych obywateli" za ich bezduszny i nieuzasadniony legalizm, dlaczego nie wytykać im i sobie równie bezpodstawnego heteroseksizmu?

Z NASZEGO OGRÓDKA

Takie właśnie myśli przyświecają nam podczas większości naszych działań (publikacje, udział w demonstracjach, queer party). Staramy się wypracować formułę anarcho -feminizmu, która łączyłaby krytykę państwa i podważanie zniewolenia ludzi podziałami płciowych i seksualnych. Otóż naszym zdaniem dyskryminacja kobiet i mężczyzn ze względu na płeć oraz osób nie heteroseksualnych ze względu na posiadane preferencje seksualne powinna zostać zniesiona na dobre. Stanowi ona, jak sądzimy, przeszkodę na drodze do wolnościowego społeczeństwa. Odrzucenie państwa nie zagwarantuje tolerancji i wolności od ucisku, jeżeli będzie związane jedynie z rozbiciem instytucji. Wydaje mi się, że przesądy i nawyki, jakimi karmione jest społeczeństwo w równie dotkliwy sposób przyczynia się do ucisku jednostek, co obecność zalegalizowanej przemocy.

Elementem, którego krytyczny wymiar podkreślają "teoretycy pedalscy" jest tzw. "drag performance". Jest to wystąpienie osoby płci męskiej w przebraniu kobiecym lub odwrotnie. Takie przedstawienie, jak dowodzi Judith Butler, stanowi coś w rodzaju subwersywnego, czyli podminowującego i ośmieszającego, powtórzenia schematu, jest dobrym sposobem odrzucania normy przez jej wyśmianie i dekonstrukcję. Sprawa podważenia normy w "drag" może budzić spory, bo niewykluczone, że ośmieszenie nie będzie skuteczne etc. Natomiast jest faktem, że widok wielkiego dryblasa przebranego w fatałaszki zręcznie imitujące chanelowski (od Chanel - firma produkująca luksusowe stroje i kosmetyki) wygląd mieszczańskich damulek może spowodować trwałą trudność w zachowaniu powagi na widok "wyfiokowanych lalek". Takie przedstawienia są od jakiegoś czasu trwałym elementem wystroju klubów gejowskich i lesbijskich. Ponieważ uważamy, że ucisk kobiet i mniejszości seksualnych leży w interesie podtrzymania systemu państwowego, nasza miła zabawa stanowi część naszej szerszej działalności politycznej. Wydaje nam się, że wprowadzanie sztucznych podziałów między ludźmi, do jakich niewątpliwie należy dzielenie ich na "z natury lepszych i gorszych", bardziej "naturalnych", mniej "naturalnych" itd. może tylko wzmocnić struktury ucisku. Ludzie nienawidzą przez to siebie nawzajem i nie zajmują się krytyką czy niszczeniem tego, co naprawdę ich uciska - nierówności ekonomicznych i politycznych.


3 Chodzi mi oczywiście o queer theory, której nazwa wywodzi się od słowa oznaczającego "dziwny, nienormalny, pedał". Oczywiście termin ten funkcjonuje nadal w swych tradycyjnych znaczeniach, natomiast dzięki upowszechnieniu teorii uzyskał nowe, pozytywne. Nie stanowi więc teraz wyłącznie obelgi. Osobiście wychodzę z założenia, iż nie powinno się tłumaczyć tego terminu, natomiast ponieważ pojawiły się polskie próby przekładu, postanowiłam wyjątkowo się w nie wpisać. Użyta tu przeze mnie wersja przekładu pojawiła się już w tekstach Darka Balejko i Tomka Basiuka (Furia Pierwsza, 12. 2000).

Powrót

Rozmiar: 4526 bajtówLEO VIDAL, ANARCHIZM, FEMINIZM I TRANSFORMACJA TEGO, CO PRYWATNE 4

(Poniższy tekst powinien być poprzedzony małym wprowadzeniem. Został on bowiem wybrany specjalnie do Maci, uznałam, że kwestia kobieca nie pojawia się na jej łamach specjalnie często, poza moim dość w sumie akademickim tekstem opublikowanym niedawno. Zaletą prezentowanego poniżej utworu jest jego uniwersalność, jest w nim bowiem sformułowany problem feminizmu, dotychczasowa postawa zajmowana wobec niego przez anarchistów, postulat poszerzenia anarchizmu o krytyczne tezy feminizmu oraz kilka konkretnych propozycji przełamywania reguł wyznaczanych przez patriarchat. Wydaje mi się, że tekst spotka się z polemicznym odzewem, liczę się z możliwością długiej i burzliwej dyskusji. Autorem jest Leo Vidal, psycholog, psychoterapeuta, uczestnik różnych anty -autorytarnych ruchów społecznych).


Przed omówieniem zagadnień i problemów przeznaczonych na to spotkanie, chciałbym nakreślić perspektywę, w ramach której zostaną one ujęte. Chodzi więc o perspektywę anarchistyczną, antyautorytarną. Oznacza to, iż zajmiemy się przede wszystkim politycznym podejściem do konkretnych zagadnień prywatnych i społecznych, problemów, które wymagają politycznego określenia, nawet jeżeli są bardzo osobiste, jak na przykład orientacja czy tożsamość seksualna lub zazdrość. Chciałbym zapobiec temu, by tego typu zagadnienia były rozpatrywane tylko jako ściśle prywatne lub zgoła w sposób terapeutyczny, bez brania pod uwagę czynników ekonomicznych, społecznych i politycznych wywierających przecież na nie istotny wpływ.

Namiętni kochankowie kultury samego siebie.
Wraz z Rogerem Dadoun, libertariańskim psychoanalitykiem, chciałbym wypowiedzieć się na temat pojęcia kultury wolnościowej. Tradycyjnie, jak również współcześnie, anarchizm postrzegany jest jako ruch polityczny zajmujący się przede wszystkim strukturami i organizacjami publicznymi i społecznymi takimi, jak państwo, kościół, ekonomia kapitalistyczna, faszyzm czy, zwłaszcza ostatnio, mechanizmami niszczenia środowiska naturalnego. Anarchizm jest często akcją i reakcją antyautorytarnej krytyki mechanizmów, które formalizują, normują i zniewalają życie codzienne. Anarchizm jest również działaniem przeciw tym zewnętrznym mechanizmom, które pozbawiają nas wolności - z których najbardziej konkretnymi są te przejawiające się w edukacji, płacach, wszechmocnym państwie i jego represyjnej władzy, dyktaturze ekonomii jako wymiaru życia wreszcie. Zgadzam się z koniecznością i znaczeniem tych form działań publicznych, a nawet pragnę wzbogacić je własnym wysiłkiem. W sumie anarchizm (przynajmniej ten, który poznałem) zbyt często ograniczał się do walki przeciw mechanizmom zewnętrznym i publicznym. Każdy może wyobrazić sobie schemat kolesia, anarchisty, który gardłuje w sprawie wolności, bije się z gliniarzami i kapitalistami, natomiast w domu spokojnie otwiera swego wolnościowego zina, zapala jointa i czeka, aż jego dziewczyna przygotuje kolację. A następnie, gdyż nie wzbrania sobie przecież przeżywania rozkoszy, mniej lub bardziej subtelnie zachęca swą wybrankę do uprawianie miłości, bądź też szuka przyjemności gdzie indziej (gdyż jest za wolną miłością...).

Mam nadzieję, że przesadzam, choć nie jestem tego pewien. Chciałbym jedynie pokazać, jak wielka przepaść może istnieć między postawą polityczną wobec mechanizmów władzy publicznej a brakiem postawy anarchistycznej wobec mechanizmów władzy osobistej.

Wydaje mi się, że od lat sześćdziesiątych pewne sprawy związane z tym, co publiczne i tym, co prywatne uległy zmianie : ruch ekologiczny wskazuje zależności między indywidualnymi nawykami konsumpcyjnymi i ich konsekwencjami na poziomie globalnym; ruch wyzwolenia zwierząt ujawnia relacje między prywatnym spożyciem a przemysłową władzą; ruchy gejów i lesbijek sproblematyzowały heteroseksizm i wyzwoliły homoseksualizm oraz, przede wszystkim, ruch feministyczny sproblematyzował między innymi sferę prywatną jako poddaną patriarchatowi.

Tak więc anarchizm jako ruch i działanie polityczne mógłby stać się działalnością nie tylko ekonomiczną czy polityczną (w tradycyjnym sensie), lecz również związaną z problemami osobowości, seksualności i psychiki. Jak mówi R.Dadoun:
Jest pragnieniem każdego wolnościowca, by istota ludzka mogła rozwijać się zarazem jako indywidualny podmiot realizujący swą nieredukowalną wyjątkowość, jak też jako istota społeczna wykorzystująca pełnię swych politycznych kompetencji. 5

Z kolei drugi cytat przybliża mnie do właściwego tematu naszego spotkania. Chodzi o słowa Fernanda Pelloutier, anarcho-syndykalisty:
Anarchizm jest po prostu sztuką rozwijania się i rozwijania innych tak, by ludzie mogli się rządzić samodzielnie (...)Jesteśmy nieustannymi rewolucjonistami, ludźmi naprawdę bez boga, bez władcy i bez ojczyzny, nieugiętymi wrogami wszelkiego despotyzmu, moralnego czy materialnego, indywidualnego czy zbiorowego, to znaczy również wszelkich dyktatur ( w tym również dyktatury proletariatu) oraz namiętnymi wielbicielami kultury samego siebie. 6

W tym właśnie widzę moje rozumienie anarchizmu jako nieustannej pracy nad sobą. Mówię o pracy, gdyż nie podzielam radosnego podejścia Pelloutier'a. Jak dla mnie chodzi tu raczej o długie, żmudne i nieustanne poszukiwanie. Twierdzę tak nie dlatego, iż jestem pesymistą, lecz z powodu świadomości, iż jesteśmy (w stanie podstawowym) nie wiele więcej, niż rezultatem, produktem determinacji biologicznych, psychicznych, społecznych, ekonomicznych, kulturowych oraz refleksji nad nimi. Jako rezultaty przeszłości lub refleksje jej dotyczące nosimy zawsze w sobie ową przeszłość, nasze często autorytarne relacje z ojcem i matką, nauczycielami, dorosłymi etc. I nie jest tak, że tylko nosimy w sobie owe mechanizmy, lecz również reprodukujemy je na planie prywatnym i publicznym, i przekazujemy tym, którzy teraz są młodzi. Stajemy się w ten sposób modelem tego, jak nie powinno być. Wyzwolenie się z tego stanu rzeczy jest możliwe tylko pod warunkiem intensywnej pracy z samym sobą i ze swoimi nawykami, uświadomienia sobie, kim się naprawdę jest i kim chciałoby się zostać. Jestem przekonany, że praktyka pozostawiania rzeczy ich własnemu biegowi doprowadzić może jedynie do jakiejś postaci konserwatyzmu. Jeżeli bowiem jesteśmy przekonani, iż do realizacji przemian społecznych, więc publicznych potrzebna jest twarda walka z aktualnymi mechanizmami władzy, dlaczegóżby miało być inaczej w przypadku tego, co osobiste, więc prywatne? Styl życia, miłość, seksualność, relacje, własna osobowość są przecież głęboko uwarunkowane społecznie, ekonomicznie i politycznie.

Żyjemy w patriarchacie, w którym grupa mężczyzn uciska i wykorzystuje kobiety - i również my, wolnościowcy w tym uczestniczymy. W ramach tego patriarchatu schemat heteroseksualny tłamsi inne orientacje seksualne i stanowi bazę wartościowania; zaś norma monogamii trzyma kobiety w zależności od mężczyzn.

My wolnościowcy, ultra - lewicowcy, autonomiści, anarchiści wreszcie nie jesteśmy tu wcale wyjątkiem. Nasz ruch jest z gruntu męski, heteroseksualny, monogamiczny i w ogóle niezbyt dynamiczny na planie prywatnym. Odnajduję w nim zdecydowanie za mało przemyśleń czy praktyk, które dotyczyłyby kwestii patriarchatu i walczyłyby z nim - z tym mechanizmem władzy w relacjach par excellence. Nie widzę żadnych grup kolesi - antypatriarchalistów pracujących nad relacjami władzy, w dalszym ciągu niewiele jest dynamicznych grup żeńskich mających na celu wyzwolenie kobiet z ich specyficznej izolacji i zniewalających nawyków, wciąż istnieje bardzo niewiele grup homoseksualnych rozpracowujących dotyczące ich formy ucisku. W skrócie : istnieje bardzo dużo tradycyjnych form oporu, jednak wciąż niewiele działań antypatriarchalnych. Tak więc chodzi o anarchizm jako permanentną pracę nad sobą. O coś w rodzaju poszukiwania nowych sposobów życia. Dla takich poszukiwań najwięcej wartościowego materiału odnajduję w ruchu feministycznym. To w końcu różnorodne ruchy feministyczne spostrzegły problematyczność struktur naszego życia prywatnego, między innymi kwestię uwarunkowań płciowych indywiduów w relacjach z płcią przeciwną, dominację mężczyzn nad kobietami, uwarunkowania przejawiające się w relacjach miłosnych (heteroseksualność, wierność, nierówność, zniewolenie, zależność). W analizach politycznych uwarunkowań sfery relacji/ życia prywatnego feministki dochodzą aż do źródeł mechanizmów władzy typowych dla patriarchatu. Od dzieciństwa jednostki wychowywane są do pełnienia funkcji wojownika lub pielęgniarki, do rozwoju psychicznego, emocjonalnego, seksualnego przewidzianego w taki sposób, by patriarchat odczuwany był jako coś normalnego , czyli naturalnego; do tego wreszcie, by czuć się dobrze jako kobieta lub mężczyzna, heteroseksualny/ a, monogamiczny/ a. W ten właśnie sposób my, mężczyźni, podtrzymujemy ucisk kobiet oraz struktury życia i dobrego samopoczucia w ramach tego status quo. Jedynie dzięki zmianie sposobu myślenia i aktywnej transformacji politycznego wymiaru tego, co osobiste możemy dokonać przemiany w zakresie podstaw mechanizmów władzy patriarchatu.

Anarchizm, który nad tym nie pracuje, który ignoruje te zagadnienia jest pustym anarchizmem nie wyrywającym chwastów narosłych wokół jego korzeni. Chciałbym w związku z tym opowiedzieć się za rozwojem anarchofeminizmu, jak też za krytyką i dekonstrukcją naszej społecznej rzeczywistości; za połączeniem generalnie antyautorytarnego punktu widzenia typowego dla anarchizmu z głębokim krytycyzmem radykalnego feminizmu. Mówiąc o radykalnym feminizmie poruszamy przecież kwestię wyzwolenia połowy światowej populacji, która była przez całe stulecia uciskana w sposób brutalny i niewidoczny zarazem. Oto krótka prezentacja perspektywy radykalnego feminizmu:

    1. Kobiety były uciskane, gdyż są one odizolowane od innych kobiet oraz z powodu dominacji i poddaństwa typowych dla ich relacji z mężczyznami.
    2. Mężczyźni nie wyzwolą kobiet, muszą one dokonać tego same. Będzie to w dalszym ciągu niemożliwe, jeżeli każda kobieta będzie chciała wyzwolić tylko siebie samą. W związku z tym kobiety muszą pracować nad modelem nieustannego wsparcia.
    3. Wspólnota kobiet jest silna, jednak kobiety nie mogą stać się siostrami, jeżeli powielają w dalszym ciągu męskie modele dominacji i poddaństwa.
    4. Muszą zostać rozwinięte nowe formy organizacji. Ich przykładem jest mała grupa pozbawiona dowódcy; najbardziej cenione sposoby zachowania to te oparte na: egalitaryzmie, samopomocy, wymianie wiedzy i umiejętności. (Ehrlich Carol, Socjalizm, anarchizm i feminizm w Quiet Rumours. An anarcha - feminist anthology,Dark Star, londyn)
    Oraz:
    "Nie chcemy niczego mniej, niż kompletna wolność - rewolucji seksualno-społecznej. Twórczej destrukcji potrójnej dominacji patriarchatu, państwa i kapitału. Wydaje się że anarchizm nie ma innego wyboru, niż stać się świadomie i aktywnie ruchem feministycznym(...). To, do czego zmierzamy nie jest niczym innym,, niż totalną rewolucją , której formy wyznaczają przyszłość pozbawioną nierówności, dominacji i braku szacunku dla różnorodności jednostek - czyli rewolucją feinistyczno - anarchistyczną.(...) [Kornegger Peggy, Anarchisme: la connexion feministe, w Quiet Rumours, Dark Star, Londyn].

Jest mimo wszystko faktem, że jestem kolesiem. Że zostałem wychowany i wykształcony w ramach grupy uciskającej oraz uczyniony jej członkiem. Jako jednostka stanowię przykład męskiej dominacji , czy tego chcę, czy nie. Korzystam ze wszystkich przywilejów, jakie posiadają mężczyźni w związku z uciskiem kobiet, a także biorę nieraz w tym ucisku udział.

Skoro chciałbym spróbować coś w tym wszystkim zmienić, muszę obserwować, dekonstruować i rekonstruować samego siebie i innych mężczyzn. Jestem oczywiście również istotą ludzką, indywiduum posiadającym uczucia, myśli i pożądania, jednak nie postrzeganie siebie przede wszystkim jako mężczyzny, czyli jako kogoś, kto nauczył się bycia aktywnym, mówienia, brania inicjatywy, przewodzenia, dominowania, byłoby podtrzymywaniem jakiejś iluzji.

Z różnych powodów nie udało mi się, na szczęście, podjąć roli mężczyzny w jej standardowej formie, ani też stać się "prawdziwym facetem". Podejrzewam, że wiąże się to z problemami natury osobistej, emocjonalnej, które zmusiły mnie do namysłu nad tak elementarnymi sprawami, jak aktywna męskość, pasywna kobiecość, spolaryzowana orientacja seksualna, seksualność penetrująca, dominacja i opresja. W skrócie, byłem zakompleksiony i podłamany jako chłopiec, źle się czułem w roli mężczyzny i próbowałem znaleźć z tego jakieś wyjście. Moje rozmyślania pomogły mi zrozumieć niektóre mechanizmy i uwarunkowania społeczne oraz stosunki dominacji. Niedawno dołączył do tego silny resentyment dotyczący brutalnej, choć niewidocznej przemocy, z jaką konfrontowane są kobiety. Resentyment związany z pewnymi mechanizmami ucisku kobiet. To coś w rodzaju otwartego protestu, uwrażliwienia i rewolty skierowanych przeciw facetom i ich modelom męskiego życia. Często widzę i odczuwam, do jakiego stopnia faceci dominują przestrzeń, jak bardzo są egocentryczni.

Nie sądzę, bym się bardzo w związku z tym zmienił. Chodzi tu bowiem o podstawowy warunek prowadzący do przemocy (psychicznej, emocjonalnej, fizycznej, seksualnej) oraz do sprowokowania cierpienia(przez nieuwagę, brak wrażliwości, opieki i szlachetności). Nazywam to warunkiem podstawowym, gdyż nie można się bez niego obejść, zawsze bowiem mamy z nim do czynienia i musimy nad nim nieustannie pracować. Byłaby to więc nieustanna krytyka siebie.

Byłoby nadużyciem, gdybym sprawiał wrażenie, że taka postawa jest efektem tylko i wyłącznie mojego wysiłku. Bardzo wiele zawdzięczam kobietom (feministkom) w ogóle, a przede wszystkim jednej z nich, z którą od trzech lat żyję w intensywnej i wzbogacającej relacji. Ten związek to permanentne laboratorium refleksji i praktyk...Jestem jej bardzo wdzięczny.

Celem uświadomienia sobie mojego ucisku kobiet i przeciwdziałania mu proponuję następujące kroki. Są to praktyczne narzędzia do przemiany tego, co osobiste i mechanizmów politycznych w instancje niepatriarchalne, więc antyautorytarne. Opisane poniżej pięć sposobów działania, od najbardziej prywatnego do publicznego to: psychoterapia, równość biseksualna, wolne związki, działania między mężczyznami, inicjatywy dokonywane przez obie płci. (zaprezentuję skrócone wersje- przyp. tłum.)

Psychoterapia
Ten środek jest oczywiście najmniej polityczny, uważa się go nawet za odpolityczniający. (...)Rozumiem ją jako analizę i dekonstrukcję wewnętrznych mechanizmów mającą na celu przyswojenie nowych "życiowych strategii", które umożliwiają ci życie w sposób bardziej niezależny, szczęśliwy i stabilny.(...) Jeżeli chodzi o feministki, pojawił się silny ruch łączący poglądy feministyczne z indywidualną i zbiorową pracą terapeutyczną. Prace te pozwoliły na konstatację, iż to głównie kobiety przeżywały problemy zwane osobistymi, z czego wiele związanych z nieustannym uciskiem kobiet.(...) Wydaje mi się poza tym, iż praca terapeutyczna nakierowuje bezpośrednio na miłość i troskę wobec samej/ samego siebie, co jest zakazane kobietom uwięzionym w schemacie altruizmu i samopoświęcenia.

Równość biseksualna
To narzędzie potraktowane zostanie zapewne przez większość jako głupie i nie realizowalne, gdyż orientacja seksualna uważana jest niemal powszechnie za stan naturalny i niezmienny. Po prostu jest się hetero, homo lub bi.(...) Ale dlaczego niby miałbym próbować zmieniać moją orientację seksualną? Co jest w niej problematycznego? Moja krytyka heteroseksualnej orientacji seksualnej wygląda mniej więcej w ten sposób:
    1. Jest ona ograniczająca, gdyż więzi uczucia. Z tego powodu wydaje się również mało anarchistyczna.
    2. Wzmacnia uwarunkowania płciowe. (...)Społeczność wolnościowa powinna być ukonstytuowana przez jednostki swobodnie się rozwijające oraz swobodnie "wybierające" z palety zachowań, sposobów bycia, uczuć i myśli. W naszych warunkach osoba "jest" kobietą czy mężczyzną na mocy cech biologicznych, tymczasem w społeczeństwie idealnym to, co jest dziś postrzegane jako płeć biologiczna nie powinno mieć żadnego znaczenia.
    3. (heteroseksizm) jest atrakcyjną obroną patriarchatu.(...)

Wolne związki
Wydaje mi się, że ten pomysł jest dość znany. Chodzi o rozwijanie w sposób pozbawiony roszczeń i oczekiwania stuprocentowej wierności miłości, uczuć, czułości, intymności i seksualności.(...)Wolne związki powodują, iż przyswajamy sobie:
    1. Ograniczanie własnej zazdrości, posesywności, niepewności, lęku przed opuszczeniem
    2. Umiejętność rzeczywistego pożądania szczęścia, wolności i przyjemności partnera.(...)
Wolne związki burzą mit możliwości bycia dla partnera wszystkim i na zawsze. Implikują one pewien chłód i realizm.(...)Pozwalają respektować wolność innych, uczą rozwiązywać konflikty. Pozwalają rozwijać odpowiedzialną monogamię.

Działania między mężczyznami
Podstawową sprawą jest tu uświadomienie sobie, w jakiej mierze jest się męskim. Faceci uczą się współodczuwać emocje z innymi facetami. To jest dość trudne, gdyż nasza edukacja uczy nas bycia zimnymi, zdystansowanymi i silnymi. Praca tu proponowana prowadzi do wzbogacenia palety zachowań, chodzi bowiem o wyzwolenie od zniewalających aspektów męskości mające na celu stanie się wolną jednostką i przyswojenie tego, co tradycyjnie charakteryzuje kobiety: bycia cichym, ciepłym, uczuciowym i przezornym. Pozwala nauczyć się "zamykać gębę", otwarcie wyrażać wątpliwości, słuchać innych, dekonstruować własny egocentryzm, być wrażliwym.(...) Z kolei jeżeli chodzi o grupy kobiece, najlepszym dowodem ich przydatności są brutalne reakcje, z jakimi spotykają się one ze strony mężczyzn.(...) W głębi duszy mężczyźni nie znoszą myśli o tym, by kobiety mogły organizować się, bawić, kochać....bez nich.(...)

Inicjatywy mieszane
(...)Istotnym problemem jest tutaj mowa i mówienie. Kobiety przeważnie pozwalają, by im przerywano, ich słowa nie są respektowane przez mężczyzn podczas spotkań politycznych [np. anarchistycznych - przyp. tłum]. Mężczyźni, inaczej niż kobiety, bardzo często uważani są za autorytety. (...) Wydaje mi się, iż jednym z najważniejszych zadań dla mężczyzn jest złamanie ich solidarności, podstawowej instytucji podtrzymującej ich dominację nad kobietami. Wiara, że wszystko można zrobić razem, ciągle pozostając w gronie mieszanym jest iluzją i dowodzi braku świadomości głębokiego wpływu patriarchatu na nasze życie.

Powrót


4 Tekst pochodzi z konferencji, która odbyła się w Belgii w 1996r. Został przełożony na podstawie publikacji "Au dela du personnel" Atelier de creation libertaire, 1997
5 W : "Actes du colloque international" Grenoble, marzec 1996
6 Cytowane przez R. Dadoun tamże.

Rozmiar: 4526 bajtów
OD ODRZUCENIA KRYTYKI PROSTYTUCJI DO KRYTYKI SPOŁECZNEJ
Kim jest prostytutka ?

Prostytutka to jedna ze sprzeczności cywilizacji. Jeden z wrażliwszych punktów na mapie historii ludzkości, taki, który porusza najskrytsze emocje, rzec by można : ujawnia naturę ludzką. To na jej temat najzagorzalsi chrześcijanie miotają najgorsze przekleństwa, to ona budzi lęk szanowanych pań z towarzystwa i pożądanie szanowanych panów. To ona jest, zdaniem moralistów, siedzibą wszelkiego zła, i, zdaniem innych, przyczyną deprawacji.

Można ją też postrzegać inaczej. Jest wyzwolicielką kobiet, najdobitniejszym dowodem możliwości emancypacji i wolności reprodukcyjnej. Jest spełnieniem męskich marzeń i wzorem do naśladowania dla kobiet. Jest niezależna, uczciwa i pozbawiona hipokryzji. To ona z godnością podejmuje walkę z wszystkimi koszmarami współczesnej psychologii, leczy rany seksualnej niemocy, wyzwala.

Opowiadam wam bajki? Wierzcie mi - pisze gdzieś Jeanette Winterson. Zdania na temat prostytucji są przeważnie binarnie podzielone: albo: tak, prostytucja jest fajna, trzeba ją lubić, albo: prostytucja to przekleństwo, wyzwólmy się od niego.

Najbardziej sensowną wypowiedzią, jaką słyszałam o prostytucji jest: "prostytucja to wytwór społeczeństwa". Prostytutka próbuje, tak jak każdy inny człowiek, znaleźć sobie miejsce w grupie. Próbuje zdobywać środki do życia, wybierać sobie otoczenie i wyrywać się z nędzy. Prostytutka jest często w młodości uważana za ładną, często nie wstydzi się swojego ciała i kołysze nim zgrabnie, zamiast ciężko wlec za sobą, jak robią to kobiety wstydliwe lub zmęczone . Widząc, że dzięki ciału może zmienić swój los, że ono właśnie może stać się szansą na "lepsze życie", zaczyna nim pracować. Nie jest tak, że przychodzi to bez namysłu. Prostytutka nie jest z natury inna, niż wszystkie, może poza tym, że rezygnuje z monogamii i przyjmuje pieniądze za coś, co inne kobiety robią za darmo, nie zawsze z miłości. Prostytutka to kobieta, która często zmienia partnerów, postępuje więc jak archetypowy mężczyzna - czyli łamie mocno zakorzenione kulturowe tabu. Jest powszechnie wiadome, że dla wielu kobiet prostytucja stała się jedyną szansą uzyskania wykształcenia i zdobycia politycznych wpływów. Niewiele osób pamięta o tym, że tak samo dzieje się dzisiaj w przypadku niektórych prostytutek, są takie, które nie żyją w poniżeniu, wręcz przeciwnie.

Istnieje taka idiotyczna tradycja, by za handel kobietami obwiniać prostytutki. Przesadzam? Proszę sobie poczytać teksty policjantów, polityków, niektórych feministek, przedstawicieli organizacji pozarządowych. Próbują oni w taki sposób rozkładać odpowiedzialność, by w końcu spoczęła ona na kobiecie, tak jakby to ona skonstruowała swoją nędzę i stworzyła zręcznych intrygantów, którzy obietnicami zwabiają ją i inne w pułapkę przymusowej pracy, gwałtów, pobić i ubezwłasnowolnienia. Prostytutka jest często postrzegana jako naiwna lub wulgarna, zbyt zadufana w sobie lub głupia. Tak, jakby nie próbowała utrzymać dziecka czy całej rodziny, jakby nie zamierzała ryzykować bezpieczeństwa i zdrowia, by wyrwać się z konieczności harówy w zakładzie pracy czy z nędzy oczekiwania na jakąś słabo płatną pracę.

Prostytucja a handel kobietami
W moich rozważaniach o prostytucji staram się odróżniać ofiary handlu kobietami i prostytutki "z wyboru". To ostatnie może się wydawać problematyczne, zdaniem wielu osób wybór tej pracy nie jest wolnym wyborem. Nie zgadzam się z takim ujęciem sprawy, cały mój tekst będzie polemiką z tym stanowiskiem. Na razie wyjaśnię: ofiary handlu kobietami to dla mnie (i dla takich organizacji, jak na przykład La Strada) kobiety, które:
    1. Zostały bez wiedzy i zgody zmuszone do prostytucji. Tu mieszczą się osoby, którym na przykład obiecano miłą pracę za granicą, a następnie wywieziono z kraju (lub nie), odebrano dokumenty, zastraszono werbalnie i fizycznie (gwałty, pobicia, groźby zabójstwa), oraz zmuszono do prostytuowania się;
    2. Zostały wywiezione z kraju wiedząc o tym, że będą się prostytuować, ale nie o tym, że będą bite, gwałcone, terroryzowane, poddawane "terapii" narkotykowej itd.
    3. Wyjechały wiedząc o tym, że jadą się prostytuować i przy tym zostały ubezwłasnowolnione w sposób łagodniejszy, niż powyżej, ale mimo to dotkliwy.
Jeżeli wypowiadam się o prostytucji, nie dotyczy to ofiar handlu kobietami z tego prostego powodu, iż w ich przypadku w ogóle nie ma mowy o wyborze pracy, o komforcie jej wykonywania, o wolności itd. Kobiety "sprzedane" są ofiarami i tak należy je postrzegać. Należy im się pełna pomoc, współczucie i opieka.

Dla wielu osób problem handlu kobietami jest czymś zagrażającym wszystkim kobietom jako grupie. Jest coś słusznego w tym, by obawiać się o własny los w momencie, gdy każda kobieta może zostać sprzedana, może zostać zamknięta w burdelu i zmuszona do prostytucji bez szansy na poprawę własnego losu. Zwłaszcza kobiety, które świadomie wybierają zawód prostytutki ryzykują zostanie ofiarami handlu kobietami. Wydaje mi się, że pozbawianie prostytutek prawa do wykonywania zawodu jest po prostu ułatwieniem pracy grupom handlującym kobietami, do których w końcu zgłosi się kobieta nie mogąca bądź nie chcąca pracować poza przemysłem erotycznym . Zwróćmy uwagę na to, iż takie grupy posiadają szerokie powiązania ze światem władzy; przewożenie ludzi zwłaszcza przez chronione granice nie może się odbywać bez wiedzy czynników pilnujących granic. W takiej sytuacji dodatkowe zyski trafiają w ręce przedstawicieli straży granicznych, policji, władz lokalnych i państwowych. Oczywiście nikt nie przyzna się do handlowania kobietami, natomiast zadziwiająca jest naiwność sędziów i prokuratury uparcie twierdzących, iż hierarchia przemytników kobiet kończy się na "dwóch panach z radomskiego, którzy najprawdopodobniej sprzedali więcej, niż 15 kobiet". Również w mediach zaobserwować można pewną dozę naiwności: nie czytałam jeszcze artykułu otwarcie stawiającego pytanie o powiązania handlarzy ludźmi z przedstawicielami władzy.

Prostytucja jest bardzo często postrzegana przez pryzmat handlu kobietami. Znaczna część opinii publicznej, feministek i polityków zdaje się nie dostrzegać tego, iż znaczna większość pracujących na przykład w Polsce prostytutek radzi sobie dużo lepiej. Handel kobietami niesie za sobą wymienione wcześniej zagrożenia oraz stanowi dobitny element męskiej dominacji wyrażony w fakcie, iż kobieta nie jest osobą, lecz przedmiotem, który można kupić, pozbawić praw, bezkarnie zgwałcić czy zabić. Odbija się on fatalnie tak na życiu jego bezpośrednich ofiar, jak również na funkcjonowaniu kobiet jako grupy, której przedstawicielki są nieustannie narażone na gwałt, bycie sprzedaną czy zabitą. Postrzegając wszystkie prostytutki jako ofiary handlu kobietami nie bierzemy jednak pod uwagę faktów. Tylko niektóre prostytutki są ofiarami handlu kobietami, duża część osób uprawiających tą profesję wybrała ją spośród innych . W momencie, gdy postrzegamy je jak ofiary, deprecjonujemy ich zdolność wyboru i automatycznie kierujemy naszą nienawiść na "tych strasznych mężczyzn, dla których pracują", zapominając o tym, że wielu spośród tych potworów umożliwia wykonywanie zawodu kobietom, które ów zawód wybrały.

W kwestii sutenerów
Skoro podważyliśmy zasadność wpisywania prostytucji jako takiej w problematykę handlu kobietami, warto jeszcze zająć się stereotypem "złego sutenera" czy "złego alfonsa". Otóż czasami sutenerami są kobiety, a czasami alfons ratuje prostytutce życie. Tak to już jest, że prostytutka potrzebuje osobistej ochrony (zdarzają się takie, które same się bronią, ale jest ich zdecydowanie mniej, niż tych, które tego nie potrafią bądź nie chcą robić). W takiej sytuacji obecność ochroniarza jest nieunikniona, problemem natomiast okazuje się jego wynagrodzenie, bo oczywiście nikomu nie jest miło oddawać połowę swych zarobków w czyjeś ręce. Jednak zobaczmy : większość obywateli nadal płaci ZUS lub w inny sposób dotkliwie pozbywa się własnych pieniędzy. Akurat większość prostytutek, których wypowiedzi czytałam, jest zadowolona z tych "przymusowych opiekunów", niektóre nawet z radością oddają im pół pensji. Oprócz tego niektóre prostytutki pozostają w związkach emocjonalnych z ochroniarzami, inne mają ich za mężów. Z tego, co czytałam wynika, że prostytutka o wiele gorzej wychodzi na "opiece" państwowej, gdyż policja często korzysta z jej usług bezpłatnie i bardzo często dotkliwie. Gwałty policjantów na prostytutkach zdarzają się często, a nigdy nie słyszałam o tym, by policjant został faktycznie ukarany (bo czy jest karą wyrok w zawieszeniu?). Około 80% polskich policjantów uważa, iż gwałt na prostytutce jest niemożliwy, bo przecież z zawodu jest osobą udostępniającą swoje ciało. Takie ujęcie sprawy jest oczywiści absurdalne z tego prostego powodu, iż z tego, że ktoś uprawia seks za pieniądze nie wynika wcale, że jest gotowy zaakceptować każdą seksualność ze strony dowolnej osoby. W szczególności prostytutka nie musi być zachwycona przymusowym stosunkiem, okaleczeniem, szantażem, pobiciem itp.

Oczywiście, również tutaj nie należy generalizować, zdarzają się sutenerzy - gwałciciele, są tacy, których psychologiczne znęcanie się nad dziwką jest niewyobrażalnie dotkliwe - jednak znowu- spójrzmy na resztę społeczeństwa. Ile znacie udanych małżeństw?? A ile przypadków znęcania się, przemocy fizycznej, gwałtów w tak zachwalanym przez nasze władze pożyciu rodzinnym? Można tu chyba zaryzykować tezę, iż dla wielu kobiet wybór prostytuowania się w porządnych warunkach jest lepszym rozwiązaniem, niż małżeństwo z psychopatą, płodzenie z nim dzieci i życie w nędzy i nadziei na pomoc społeczną, która często de facto nie istnieje.

Można również postawić sprawę "utopijnie" - nikt nie powinien bez powodu czerpać korzyści z pracy prostytutek, czy w ogóle kobiet. Uważam to podejście za najbardziej słuszne, i wydaje mi się, że prostytutki nigdy nie będą wolne, jeżeli ktoś będzie czerpał korzyści tylko dlatego, że jest sutenerem. Wydaje mi się, że optymalną byłaby taka sytuacja, w której prostytutki pracowałyby na własny rachunek, dowolnie zatrudniając ochronę/ księgowość itp. personel, bez zależności finansowej i innej od jakichś nic dla nich nie robiących facetów.

W świetle stereotypów. Feminizm a prostytucja
Warto może zastanowić się nad tym, jak wygląda życie prostytutki. Tu również napotykamy szereg stereotypów, niepotwierdzonych opinii i schematów. Oczywiście, prostytutki "zachodnie", a przynajmniej te, które publikują swoje opinie, żyją w innych warunkach, niż prostytutki polskie. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni, i że również w Polsce prostytutki zaczną organizować się w walce o swoje prawa. Mam też nadzieję, że feministki nie będą im w tym przeszkadzać próbując narzucić społeczeństwu poglądy purytańskie. Już dzisiaj widać wśród feministek bardzo różne tendencje, niewiele z nich wyraża jakiekolwiek zainteresowanie pracownicami przemysłu erotycznego, wiele je potępia. To nie dziwi w sytuacji, gdy duża część polskich feministek to "białe, wykształcone przedstawicielki klasy średniej o heteroseksualnych preferencjach"; kobietom ze społecznych wyżyn ciężko jest czasem zrozumieć motywacje biedniejszych koleżanek. Cóż, szkoda. Warto może zauważyć, iż podobne postawy przejawiane są przez niektóre (de facto większość) feministki wobec lesbijek czy w ogóle osób nie heteroseksualnych. Dużą rolę odgrywa tu możliwość przypisania owym feministkom kategorii "dziwki" lub "lesbijki". Ten lęk przed wykluczeniem nie wydaje mi się jednak godny wsparcia, wręcz przeciwnie, uważam, że kobiety decydujące się na to, by piętnować, bądź przyzwalać na piętnowanie innych kobiet postępują dokładnie tak, jak seksiści wobec kobiet jako grupy. W takiej sytuacji ich krytyka seksizmu czy męskiej dominacji jest dla mnie kompletnie niewiarygodna, gdyż purytańskie feministki prezentują szowinistyczne postawy wobec innych kobiet.

Sex - wars
Skoro już poruszyliśmy zagadnienie trudnych i burzliwych relacji feministek i prostytutek, może warto pokrótce przybliżyć historię tak zwanych "sex wars" z lat osiemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Wydaje mi się, iż to, co wydarzyło się tam ma duże szanse na zaistnienie również tutaj. Na przełomie lat '70 i '80 pojawiły się pierwsze teksty feministyczne piętnujące pornografię. Wprowadzony przez R. Morgan slogan "pornografia to teoria, gwałt jest praktyką" rozszedł się szerokim echem prowokując najpierw pozytywny oddźwięk w feministycznym świecie, by następnie zjednoczyć przeciwników tego, jak sądzę, "wylewania dziecka z kąpielą". Z jednej strony powstawały projekty ustaw zakazujących prostytucji, z drugiej zaś tworzyły się grupy osób zwanych w Ameryce "sex - positive" (w odróżnieniu od "sex - negative": przeciwników pornografii, prostytucji i w ogóle seksu). Z jednej strony feministki "sex - negative" łączyły się z konserwatystkami, z drugiej zaś coraz więcej pracownic przemysłu erotycznego rozpoczynało działalność polityczną i łączyło się z feministkami "sex - pozytywnymi". Dobitnym przykładem dyskryminowania tych ostatnich przez "feministki purytańskie" jest niedopuszczanie pracownic przemysłu erotycznego do dyskusji o tym przemyśle . W 1985 roku w Kanadzie odbyła się pierwsza większa konferencja na temat prostytucji organizowana przez bezpośrednio zainteresowane tematem kobiety. Później ich wystąpień pojawiało się coraz więcej, zaczęto wydawać publikacje przedstawiające zakaz prostytucji i pornografii jako kolejną formę opresji. Po tej stronie barykady pojawiły się takie autorki, jak Ann Snitow, Adrienne Rich, Pat Califia. Później walka o prawa pracownic przemysłu erotycznego połączyła się w jakiś sposób z działaniami na rzecz queer, czyli wolności do seksu nieheteroseksualnego. I tak to mniej więcej wygląda po dziś dzień. Dla dociekliwych: ustawy anty pornograficzne się nie przyjęły, dostrzeżono, że stoją w sprzeczności z pierwszą poprawką do amerykańskiej konstytucji.

Seks - tak, seksizm - nie
Omawiając ruch osób o przekonaniach typu "sex - positive" (jak na razie nie wymyśliłam żadnego adekwatnego przekładu) warto zaznaczyć, iż nie są one zwolenniczkami pornografii, prostytucji i sytuacji kobiet w ich obiegowej postaci. Są to przeważnie osoby, którym nie odpowiada istniejące podejście do seksualności i które dążą do jego zmiany. Nie są to jednak zarazem zwolenniczki odgórnych zakazów, wychodzą bowiem z założenia, iż dalsze represje i tak ujarzmionych potrzeb jednostek doprowadzić może jedynie do prób wymuszenia zdelegalizowanych zachowań (przymusowego udziału w prostytucji, pornografii i w ogóle przemyśle erotycznym). Ruch "sex - positive" zmierza przede wszystkim do przeformułowania obecnych w erotyce schematów i norm, tak, by nie tylko heteroseksualni mężczyźni, lecz wszystkie osoby o dowolnych preferencjach mogły być odbiorcami erotycznych przedstawień. Dostępność artykułów erotycznych jest dla przedstawicieli tej opcji jednym z warunków emancypacji społeczeństwa.

Klient. Nadzorować czy karać?
Istnieją próby podejścia do problemu prostytucji od strony klienta. Przyjrzyjmy się, co dzieje się z naszym postrzeganiem prostytutki w takiej sytuacji. Jest ona biedną ofiarą popytu, kobietą wykorzystywaną fizycznie i psychicznie przez psychopatów, gwałcicieli i morderców. Pozbawienie jej klienteli wydaje się czymś wprost dobroczynnym, natomiast napiętnowanie klienta jako psychopaty, mordercy czy gwałciciela - czymś oczywistym. Prostytutka nie może być dojrzała i sprawna umysłowo, skoro wybiera sobie tak ryzykowną profesję, należy ją za wszelką cenę wyciągnąć z tego mamra, w jakie się wplątała. Należy ją ratować.

Nikt nie zadaje sobie jednak pytania, czy należy na siłę zwalniać pracowników zakładów przemysłowych, żołnierzy czy policjantów. Ich praca jest przecież również ryzykowna, dlatego też należało by ich od razu zwolnić, by nie ryzykowali życia, oraz karać osoby do nich dzwoniące za to, że owo życie narażają na szwank. Analogia ta nie jest kompletna i zdaję sobie sprawę z jej ograniczeń. Za jej pomocą pragnę jedynie podkreślić absurdalność sytuacji, w której pośrednio odbiera się możliwość zarobkowania kobiecie, która albo jest na tyle zdesperowana, by szukać zarobku w tak ryzykowny sposób, albo postanowiła zarabiać prostytucją uznając, iż będzie to dla niej mniej dyskomfortowe, niż praca w inny sposób.

Prostytutka a "wolny świat"
Powyższe rozważania miały na celu obronę takiego stanowiska, w ramach którego prostytutka nie jest automatycznie traktowana jak ofiara czy istota ubezwłasnowolniona, lecz jako człowiek dojrzały, zdolny do rozumowania. Wydaje mi się, że bez względu na ostateczną ocenę prostytucji jako zjawiska społecznego, nie należy wykluczać możliwości wyboru takiego zawodu. Sztywne odgraniczenie tej profesji od innych prowadzi bowiem do mylnego, jak sądzę, wniosku, iż w naszym, dajmy na to, kapitalistycznym świecie, przedstawiciele wszystkich innych zawodów są istotami dokonującymi wolnego wyboru oraz osobami wolnymi od skrytych determinacji, zafałszowań i wyzysku. Uważam, iż takie myślenie jest błędne. Sądzę, że każdy dziennikarz, polityk, biznesmen, górnik czy bankowiec, że nie wspomnę o nauczycielach, policjantach, pracownikach naukowych i działaczach NGO' sów, napotyka w swym zawodzie ograniczenia i zagrożenia będące równie, a może nieraz bardziej niebezpieczne, niż te napotykane przez prostytutkę, zwłaszcza taką, której uda się pracować w miejscu, gdzie respektowane są jej prawa i zapewniana ochrona.

Wyróżnianie prostytutki jako istoty szczególnie zagrożonej opiera się na mylnym, jak sądzę, założeniu, iż obciążenia wynikające z pracy w przemyśle erotycznym są większe czy bardziej dotkliwe, niż te doznane w innych zawodach. Błędność tego założenia potwierdza przede wszystkim specyficzne skrzywienie moralne, jakiego nabawia się każdy wykwalifikowany pracownik naukowy, którego praca napotyka specyficzne bariery, ilekroć próbuje on przekroczyć swe ograniczenia i na przykład krytykować uznane polityczne przekonania, występować w imieniu grup dyskryminowanych lub opowiada się za innym, niż ogólnie przyjęte, wartościowaniem osób czy wydarzeń. Każdy dziennikarz ograniczany jest "oficjalną doktryną państwową" i próba przedstawienia wydarzeń w sposób mogący podważyć jej zasadność napotyka zmasowany opór redakcji bądź innych czynników. To tylko przykłady, jednak wydaje mi się, iż stawiają one pod znakiem zapytania uświęcone zwyczajem mieszczańskie przeświadczenie o wolności tak zwanych "wolnych zawodów". Stosowane w języku potocznym zestawienie dziennikarstwa i prostytucji w dobitny sposób ukazuje zniewolenie przedstawicieli tej pierwszej profesji, można się tylko zastanawiać, dlaczego ci ostatni jakoś nie biorą tego zestawienia poważnie.

Fragmenty dyskursu abolicjonistycznego
Pisząc te słowa umyślnie nie wspominam o specyficznych zagrożeniach obecnych w życiu prostytutki. Nie wspominam o nich dlatego, gdyż powszechny opór przed nazwaniem jej zawodu "normalnym", zaś jaj wyboru "wolnym" przeważnie nie bierze się z rozpoznania specyficznych dla jej zawodu zagrożeń, lecz z mylnego przeświadczenia o wolności i wyższości innych profesji właśnie. Śmiem twierdzić, iż obecne w życiu prostytutki zagrożenia przynajmniej częściowo wywodzą się właśnie z tego mylnego rozpoznania oraz z ogólnej deprecjacji, z jaką spotyka się ten zawód. Postaram się teraz przeanalizować negatywną ocenę prostytucji, przedstawić główne pojawiające się tu argumenty oraz na koniec pokazać, w jaki sposób zagrożenia związane z taką pracą wywodzą się właśnie z krytycznej oceny tego procederu oraz poszczególnych jego aspektów, a nie z niego jako takiego.

Krytyczna ocena prostytutki ma kilka poziomów. Przyjrzyjmy się im po kolei. Pierwszy z nich jest niewątpliwie związany z krytycznym podejściem do seksualności jako takiej, nazwałabym go po prostu pruderyjnym. Dla osoby wyznającej to stanowisko wszelkie przejawy seksualności są karygodne, prostytucja oczywiście też. Zwróćmy uwagę na fakt, iż do tego stanowiska zaliczyć można również kompletna krytykę pornografii, czyli taką, dla której jest ona albo wyłącznie wyuzdaniem albo wyłącznie krzywdą kobiet. Takie podejście do prostytucji reprezentuje kler, konserwatyści oraz niewielka część feministek. W przypadku tych ostatnich nie mamy jednak do czynienia z hipokryzją związaną z tym, iż liczne części pozostałych dwóch grup są lub były w przeszłości ....klientami prostytutek. Możemy więc uznać, iż znaczna część "pruderystów" skrycie wspiera prostytucję. Biorąc pod uwagę fakt, iż są oni przeważnie, niejako z zawodu, wyjątkowymi mizoginami, możemy się spodziewać, iż to oni właśnie przysparzać będą prostytutkom rożnych cierpień. Poza tym w ich wypowiedziach każdy przejaw kobiecej wolności w zakresie seksualności czy reprodukcji wiązany będzie z prostytucją i jako taki piętnowany. Druga forma krytyki prostytucji jest w jakiś sposób związana z ruchem emancypacji kobiet. Jej podstawowym założeniem jest to, że prostytucja jako taka jest elementem dyskryminacji kobiet. Warto zauważyć, iż w obrębie tego stanowiska nie bierze się pod uwagę męskiej odmiany prostytucji, tego, że może ona nie być najgorszym zawodem świata oraz tego, że w jej ramach kobieta może czuć się dobrze, a nawet, że może być tu wolna. W tej argumentacji jest bez wątpienia kilka argumentów, z którymi trudno polemizować sytuując się zarazem na pozycjach feministycznych. W szczególności trudno, jak sądzę, spierać się z tym, że fakt notorycznego korzystania z usług prostytutek przez mężczyzn stanowił przez szereg lat element ich dominacji. Możliwość zaspokojenia seksualnych pragnień na każde żądanie, niemal niedostępna kobietom, sytuuje mężczyzn w lepszej sytuacji i stanowi dobitny wyznacznik ich społecznej dominacji. Można się jedynie zastanawiać, czy dobrym rozwiązaniem tej kwestii jest zakaz prostytucji, czy raczej umożliwienie zaspokajania potrzeb również kobietom. Nie przypuszczam w szczególności, by zamknięcie burdeli walnie przyczyniło się do wprowadzenia równouprawnienia, wydaje mi się raczej, że uczenie kobiet, jak mają egzekwować swoje prawa doprowadzi na tym polu do znacznie lepszych rezultatów. Uzmysłowienie kobietom, że prostytucja nie jest dla nich jedynym wyjściem, a przede wszystkim zapewnienie takiej sytuacji polityczno - społeczno - ekonomicznej, w której prostytuowanie się nie będzie jedyną szansą przetrwania jest, jak sądzę, o wiele ciekawszym zadaniem feminizmu, niż ściganie prostytutki, piętnowanie jej i ułatwianie w ten sposób życia szowinistom, którzy dzięki kompletnej społecznej niewrażliwości na problemy prostytutek będą mogli je do woli piętnować, krzywdzić i napastować. Jak widać, rozwiązanie problemu prostytucji wymaga kompletnej społecznej rewolucji....

Prostytucję krytykuje się również poprzez krytykę prostytutki jako osoby. Dowodzi się na przykład, że kobieta uprawiająca seks za pieniądze i bez uczucia jest gorsza od "normalnych kobiet", upośledzona psychicznie czy z gruntu zła. Wbrew pozorom nie jest to argumentacja najrzadziej spotykana i po prostu naiwna, gdyż jest w niej miejsce tak na podział kobiet na lepsze i gorsze, bardzo bliski mentalności mieszczańskiej opartej na cnocie i monogamii; jest w niej również element zawiści tak kobiet, jak i mężczyzn, względem kobiet, które nie przywiązują się bezgranicznie do swych partnerów i nie dochowują im wierności. Zwróćmy uwagę na to, iż w tej krytyce prostytucji przejawia się jakaś skryta niezgoda na fakt, iż istnieją kobiety posiadające cechy kulturowo przypisywane mężczyznom; kobiety nie ponoszące konsekwencji seksu. Podział kobiet na "dobre" i "złe" (ang. Good girls, bad girls) zdaniem wielu feministek walnie przyczynia się do dyskryminacji kobiet. Każdą z nich można oskarżyć o to, iż "źle się prowadzi" i w ten sposób zdyskredytować czy złamać. W takiej sytuacji krytyka prostytucji staje się automatycznie argumentem na rzecz tego podziału i umożliwia dyskryminację niektórych kobiet oraz karanie ich za rzekomo popełniane przez nie zło. Jak pisała Zofia Nałkowska (w 1907 roku!),

"Nie nędza bowiem jest jedyną przyczyną i cechą zasadniczą prostytucji, bo nędzę spotykamy dziś w najróżniejszych dziedzinach życia; nie handlowanie ciałem jest przywilejem wyłącznie prostytucji, bo my, kobiety tak zwane uczciwe, aż nazbyt często w małżeństwach naszych sprzedajemy prócz ciał jeszcze i dusze.(...) Owa cnota nasza i czystość, uwarunkowana, organicznie związana z istnieniem prostytucji sprawiła, że dziś w ręce nasze składają troskę o etyczne odrodzenie ludzkości, w programie ruchu kobiecego widnieje propaganda czystości obyczajów. (...) Dzisiejszy podział na kobiety moralne i niemoralne jest dokonany z punktu widzenia mężczyzny."

Kolejny typ krytyki prostytucji bierze się z założenia, iż kobiety pracujące w tym zawodzie podlegają zagrożeniu. Są obciążone psychiczni przez kontakt z wieloma partnerami, ponoszą psychologiczne konsekwencje obcowania z dewiantami, wariatami, typami macho. Każda taka konfrontacja niesie za sobą ryzyko cierpień psychicznych i fizycznych. Dochodzi do tego ryzyko przemocy ze strony "przełożonych" oraz współpracowników, pozbawianie prostytutki dochodów, dokumentów tożsamości, "szprycowanie" narkotykami, szantażowanie przemocą fizyczną oraz faktyczne jej wywieranie. Niestety, te negatywne zjawiska nadal występują. W odpowiedzi na nie niektóre prostytutki zaczęły organizować związki zawodowe, grupy wsparcia i nacisku oraz otwierać własne domy publiczne na ustalonych przez siebie zasadach. W tym punkcie wychodzi na jaw chyba największa różnica między prostytutkami polskimi a ich "zachodnimi" koleżankami. W Polsce mówienie o prawach prostytutek nadal należy do futurystycznych mrzonek, natomiast w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej prostytutki od ponad 30 lat aktywnie walczą o swoje prawa i egzekwują je. Prowadzi to do sytuacji, w której zadanie krytyka prostytucji naprawdę się komplikuje, cóż można bowiem skrytykować w "zakładzie pracy" działającym na zasadzie kolektywu, gdzie wszystkie pracownice są zaprzyjaźnione i dysponują możliwością decydowania o wykonywanych praktykach, zarobkach oraz o tym, kogo obsługują, a kogo nie?

"Dobra" seksualność vs "zła" seksualność
Oczywiście znajdą się osoby, dla których nawet taki stan rzeczy będzie uprzedmiotowieniem, szczytem eksploatacji i alienacji. Jak bowiem można, stwierdzi osoba uważająca erotykę za sferę wyjątkową absolutnie i bezdyskusyjnie, sprzedawać namiętności? W oczach takiego krytyka prostytutka plasuje się zaraz obok policjanta - jest osobą, która łączy pieniądz z namiętnością. Tacy krytycy prostytucji wychodzą z przyjmowanego zazwyczaj implicite założenia, iż seksualność jest istotowo związana z miłością, i że wszelkie odstępstwo od tej reguły jest moralnie wadliwe. Przyjmujący to założenie są w przeważającej większości zwolennikami monogamii, zazwyczaj w jej heteroseksualnym wydaniu.

Trudno się w sumie dziwić temu, że większość osób wychowanych w naszej kulturze uznaje wyjątkowość aktu seksualnego i uważa pobieranie zań pieniędzy za największe możliwe zło. Wydaje mi się jednak zarazem, że aby tak mocno krytykować "sprzedawanie własnego ciała" należy przyjąć pewne moralne i metafizyczne założenia, których przyjęcie wcale nie wydaje mi się 1. Konieczne w ogóle 2. Niezbędne do dalszej krytyki społecznej czy w szczególności do krytyki alienacji. Problem polega na tym, że skoro prostytucję definiujemy jako sprzedawane własnego ciała, może się nam wydawać, iż nieuchronnie przyjmujemy konieczność istnienia wymiany towarowej w ramach prostytucji. Otóż jak dla mnie ta nieuchronność w ogóle nie posiada zobowiązującego charakteru, gdyż wydaje mi się, że w wolnościowym społeczeństwie będzie miejsce również dla przemysłu erotycznego w całej jego rozciągłości i nie koniecznie w ramach wymiany pieniężnej. Do utrzymywania tego stanowiska skłaniają mnie przede wszystkim wypowiedzi prostytutek - anarchistek , które tłumaczą konieczność "istnienia ich profesji po rewolucji" tym, że
    1. Zawsze będą istniały osoby nie potrafiące poradzić sobie z erotyką,
    2. Zawsze będzie istniało zapotrzebowanie na edukację seksualną oraz inicjację w tym zakresie,
    3. Prostytutki są najlepiej przygotowane do udzielania praktycznych porad w zakresie seksualności.
Warto może jeszcze przeanalizować samą kwestię wyjątkowości aktu seksualnego. Otóż istnieje na ten temat kilka argumentacji. Po pierwsze, seks winien być związany z miłością. No dobrze, ale do tego potrzebujemy jeszcze definicji miłości, która nie istnieje, bo powszechnie przyjmuje się, iż każdy miłość definiuje inaczej. Po drugie, mówi się, że do aktu seksualnego niezbędne jest emocjonalne zaangażowanie (czego ja akurat nie utożsamiam z miłością). Tu zgoda, nie wydaje mi się jednak niemożliwym to, by klient czuł pozytywne emocje względem prostytutki. Wydaje mi się, że wytworzenie takich pozytywnych emocji hamowane jest przez społeczne wyklęcie, z jakim spotyka się ta profesja. Po trzecie, kwestia wierności i monogamii, przeważnie się je łączy. Otóż oczywiście, osoba uważająca wierność za wartość samą w sobie, której brak uniemożliwia traktowanie drugiego człowieka jako osoby ( to mój ulubiony dyskurs, sorry), będzie miała kłopot z pełną akceptacją prostytucji. Nie wydaje mi się jednak, by wierność była konieczna do uszanowania drugiego człowieka, wydaje mi się, że można konsensualnie ustalić w związku bądź grupie osób taką formę niewierności, która nie będzie miała na celu deprecjacji drugiego (zdradzanego/ ej), lecz która będzie stanowiła wyraz szacunku dla wolności jednostek. W takiej sytuacji korzystanie z usług prostytutki / tka ( tak, w ten sposób należałoby go nazwać...), nie byłoby ciosem w ukochanego/ ukochaną, lecz zjawiskiem pod tym przynajmniej względem neutralnym.

Prostytucja jako punkt odniesienia w krytyce społecznej. W tradycji polskiego feminizmu czy gender/ women studies nikt nie próbuje analizować społeczeństwa z punktu widzenia podziału płciowego. To bardzo dziwne, gdyż jest to niewątpliwie punkt rozbudowany w feministycznym pisarstwie na Zachodzie i w latach 70, 80 i 90 wypracowane zostały niezłe teoretyczne narzędzia krytyki społecznej z pozycji feministycznych. W Polsce preferowana jest raczej praktyka skamlenia bądź rzucania wyzwisk, trudno się w sumie dziwić, skoro feminizm w Polsce przedstawiany jest jako zesłany przez diabła ruch histeryczek dążących do wykastrowania prawdziwych Polaków....

To, co próbowałam sygnalizować w trakcie pisania tego tekstu, i co postaram się tu rozwinąć, polega na włączeniu wątku dyskryminacji kobiet, tu : prostytutek do szerszej kwestii krytyki społeczeństwa spektaklu. Pseudo prawda o prostytucji jest, jak mi się wydaje, jednym z bardziej popularnych ideologicznych przekłamań powodujących
      1. Podziały w grupie kobiet,
    2. Podział społeczeństwa na osoby "złe i dobre"
    3. Możliwość kumulowania nienawiści na odgórnie wskazanej grupie osób,
    4. Piętnowanie osób, zwłaszcza kobiet, jawnie kontestujących heteroseksualną monogamię seksistowsko - katolicką.
Społeczeństwo przyzwyczajane do krytykowania prostytutek, krytykuje zarazem kobiety wyzwolone seksualnie, ludzi, którzy nie łączą seksu z małżeństwem i prokreacją, osoby decydujące się na politykę jawności w zakresie seksualności, odrzucenie kulturowych tabu itd. Mamy jeszcze prostytucję, nie jest z nami aż tak źle, zdają się głosić prawicowi politycy, automatycznie demaskując własną demoralizację.

Analiza "prostytucji wyzwolonej", jak pozwalam sobie nazywać te gałęzie przemysłu erotycznego, które same konstruują swoje reguły pracy, zarobku i w ogóle kierują przepływem klientów, pozwala poza tym krytykować niewolnicze przywiązanie obywateli zachodu do pracy wyalienowanej, a w szczególności roszczenia świętoszkowatych dobrze wykształconych heteroseksualnych obywatelek klasy średniej do decydowania o tym, która praca jest, a która nie jest wyalienowana. Domy publiczne funkcjonujące na zasadzie kolektywu, w którym każda pracownica jest równoważna, w którym wspólnie ustalane są reguły i gdzie wszyscy należą do społeczności otwartej na współpracę, pomoc i dzielenie się doświadczeniami stanowić musza kłopotliwy problem dla osób pragnących wyzwalać prostytutkę z jej nieprzyjemnego zniewolenia do pracy na przykład w nudnym biurze wielkiego koncernu.

Warto zauważyć, iż prostytucja zdaje się potwierdzać roszczenia wolnościowców do oddolnej organizacji, oraz ich argumentację, zgodnie z którą wolność i efektywność działania danej grupy rośnie wraz ze zwiększaniem się jej możliwości decyzyjnych w zakresie własnego funkcjonowania. Tam bowiem, gdzie prostytutkom udało się w wolnościowy sposób przekształcić reguły życia i pracy, znikła tak kwestia wyobcowania, jak i urzeczowienia. Kobiety, które nieustannie wymieniają się doświadczeniami, konstruują reguły własnego życia, dysponują mocą określania swych obowiązków i odmawiania wykonania pracy w momencie, gdy nie mają na to ochoty stanowią poważne wyzwanie tak dla pruderyjnego skrzydła feministek, jak i dla całego społeczeństwa, w którym podział na czas wolny/ pracy , przywiązanie do zniewolenia i etosu pracy nadal niepodzielnie panują.

maleństwo

Powrót


7 Por. Naomi Wolf, The Secret Struggle for Womanhood, przedrukowane w "OŚKA" 2/98 za "Ms", marzec/ kwiecień, 1997
8 Por. między innymi M. Foucault, Historia seksualności, N. Roberts, Dziwki w historii. Mężczyznom monogamia przychodziła przeważnie z trudem, większość cywilizacji ze spokojem przyjmowała konieczność istnienia burdeli, gdzie panowie urozmaicali sobie rutynę małżeńskiej seksualności.
9 Por. N. Roberts, Dziwki w historii.
10 Por. tamże oraz w wywiadzie z B. Limanowską (wysokie obcasy, 7/2001), gdzie mówi ona m.in.: "A jeżeli ktoś pracuje w fabryce azbestu, nawet zdając sobie sprawę ze szkodliwości tej pracy? Czy to jest decyzja wolna czy wymuszona?".
11 W każdym razie w ten sposób odnotowuje takie sprawy prasa. Ta ostatnia zajmuje się również tworzeniem antyprostytucyjnej propagandy, co polega na przykład na szerokim reklamowaniu i wspieraniu pogromów prostytutek, deportacji kobiet zza wschodniej granicy itd.
12 Na przykład pani z Los Angeles, która uznała, że 10 lat pracy w policji amerykańskiej naraziło ją na znacznie więcej opresji i seksizmu, niż praca w przemyśle erotycznym. Tekst tej prostytutki pochodzi z książki pod red. J. Nagle "Whores and other feminists" (Routledge, 1997), w której głos zabierają byłe/ aktualne pracownice przemysłu erotycznego będące zarazem aktywnymi feministkami.
13 Problem stronniczego traktowania sutenerów przez krytyków prostytucji porusza między innymi Nickie Roberts w książce Dziwki w historii
14 Tu polecam interesujący tekst "Love for sale. Queering heterosexuality" Eve Pendleton w: "Whores and other feminists", Routledge, 1997
15 Wpływowy magazyn "mainstreamowego feminizmu", Ms. Zorganizował w 1994 roku "okrągły stół w sprawie sex - przemysłu". Nie zaproszono tam   a  n  i  
j  e  d  n  e  j   pracownicy tej branży i nie dopuszczono do publikacji tekstów osób najbardziej zainteresowanych.
16 Można o tym poczytać w każdej książce o historii prostytucji, ja polecam rozdziały poświęcone renesansowi i barokowi z książki Dziwki w historii autorstwa Nickie Roberts.
17 O możliwym losie prostytutek po rewolucji pisze w "Whores and other feminists" prostytutka o przekonaniach anarchistycznych, która twierdzi, iż przedstawiciele i przedstawicielki tej profesji mogą pełnić funkcję nauczycieli w zakresie erotyki lub też wymieniać swe usługi za inne w społeczności nie uznającej pieniądza.
18 Cyt. Za Biuletyn OŚKA 2/98.
19 Zob. np. Whores and other feminists. Red J. Nagle, Routledge 1997

Powrót